sobota, 19 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 7

Dziewczyna siedziała w samochodzie. Nie wiedziała czy dobrze zrobi, gdy go odwiedzi. Cały czas w głowie miała słowa Svena. Wiedziała, że ma racje, ale też chciała odwiedzić Max. W końcu  mu to obiecała. Po chwili zastanowienia wyszła z samochodu i pewnym krokiem weszła na podwórze. Zobaczyła dzieci bawiące się na dworze. Lecz ona szukała jego-Maxa. Po jakimś czasie go zauważyła. Siedział samotnie na ławce. Ten widok jeszcze bardziej ją rozczulił. Ich spojrzenia się spotkały. Chłopiec od razu do niej pobiegła. Ona wzięła go na ręce.
-Maksiu- powiedziała czule tuląc go do siebie.
-Bałem się, że nie przyjdziesz.
-Obiecałam.
-Tak wiem, ale...Ktoś kiedyś też to obiecał i czekałam.
-Oj Max. - postawiła go na ziemie- Czemu z nikim się nie bawisz?
-Mówiłem Ci. Oni mi dokuczają. Nie chcą się ze mną bawić.- Kinga myślała, że Max mówił tak by zwrócić jej uwagę, lecz teraz wie, że mówił prawdę.
-Dobrze choć usiądziemy na ławce. Dobrze?- chłopiec bez wahania się zgodził.
-Kinga powiesz mi czy Ty masz dziecko?- To pytanie ją zraniło. Było jej smutno, ale widziała, że Max nie zrobił tego specjalnie.
-Nie. Moja córka nie żyje.
-A jak miała na imię?
-Julcia
-Miałem kiedyś koleżankę o tym imieniu. Nie ma jej już z nami . Została zaadoptowana. Od tej pory czuje się samotny i to bardzo.
-Max na pewno kiedyś będziesz miał taką koleżankę.
-Ja nie chce mieć koleżanki. Ja chce mieć rodziców. Tak jak ona.Szkoda, że Julka nie żyje byłabyś świetną mamą. Wiesz?
-Max dziękuje, ale...
-Tak wiem chcesz powiedzieć, że mnie nie weźmiesz do siebie.
-Max to nie tak.
-Przepraszam bardzo, ale kto pani pozwolił tu wejść?- zapytała ta samo kobieta co wczoraj
-Furta była otwarta. Ja przyszłam odwiedzić Maxa.- broniła się Kinga
-Max cały czas o panią pytał. Kiedyś tu też była taka jedna. Na obiecywała, a my musieliśmy się męczyć! Niech pani mu nie robi nadziej. Lepiej będzie jak pani już pójdzie.
-Max?
-Tak?
-Trzymaj się.- przytuliła go mocno i udała się do samochodu.


Kinga nie chciała jechać do domu, więc podjechała pod dom siostry. Kornelia bawiła się z Hubertem w salonie:
-Cześć- powiedziała przekraczając próg mieszkania- Ale tu już jesteś duży- przytuliła swojego chrześniaka.
-Jak się czujesz?- zapytała Kornelia
-Już lepiej. Dużo lepiej. Kornelia muszę Ci coś powiedzieć.
-No mów- Kinga opowiedziała wczorajsza i dzisiejszą historię. -Kinga Sven ma rację. Nie możesz przejmować się losem tego chłopca. To, że straciłaś dziecko to nie znaczy, że nie będziesz mogła ich mieć.
-Kornelia lekarz powiedział mi, że nie mam w ogóle szans na to, że będę matką.  A w ogóle to nie o to chodzi. Max jest tak bardzo słodki i kochany. Chciałabym się nim zając. On tak tego potrzebuje.
-Ty zwariowałaś?! Wiesz jaka to jest odpowiedzialność. Takie dzieci potrzebują, aż nadto opieki.
-On jest normalnym dzieckiem! Nie znasz go!
-Masz rację.Nie znam, ale wiem, że ty wkręciłaś się na dobre i raczę Ci już go nie odwiedzać.

Kinga wyszła z mieszkania siostry. Chciała jakiegoś wsparcia, ale nie miała go od nikogo. Udała się na stadion gdzie jej mąż miał jeszcze trening:
-Hej Marco. Czemu ty nie na murawie?- zapytała mijając go w holu
-Mały uraz- wskazał na kolano.-Może pójdziemy do szatni pogadamy bo chłopaki jeszcze ćwiczą.
-Jasne czemu nie?
-Sven mówił mi co Cię wczoraj spotkało.
-Na prawdę? Mówił Ci o Max?
-A więc tak ma na imię ten chłopak co skradł Ci serce- zaśmiał się Marco- Bardzo ładne imię. On się o Ciebie martwi. Boi się, że za bardzo się zaangażujesz.
-Marco wiem, ale...
-Kinga on też to wszystko przeżył bardzo mocno. Wiem ile łez wylał, ale chciał być silny ale Ciebie.
-Marco rozumiem na prawdę. Ale nie mogę pojąc czemu jest tak obojętny na nieszczęście tego chłopca? Gdyby go poznał od razu by się w nim zakochał.
-Tak jak Ty?
-Co?!
-Nie udawaj. Ty go już pokochałaś. Najchętniej byś go zabrała do domu i tuliła do snu.- dziewczyna popatrzyła na niego- Sven to wie. I dlatego tak bardzo się boi bo wie ile trzeba czasu i poświęceń by móc zaadoptować dziecko. -do szatni weszli chłopcy.
-Kinia? - zapytał Sven
-Cześć przyjechałam po Ciebie mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-No jasne, że nie. Poczekaj na mnie przed wejściem ok?
-Dobrze- KInga tak zrobiła. Gdy Sven się przebrał od razu do niej dołączył
-To gdzie tak rano poszłaś?
-Byłam u Maxa tylko nie bądź zły- popatrzyła na niego
-Kinga! Tłumaczyłem Ci...
-Tak wiem ja wszystko wiem. Sven proszę odwiedź my go...razem.
-Nie!
-Dlaczego?
-Po prostu nie.


-----------------------------------------------------------------------------
Witam Was w Wielką sobotę kochane :*
W Święta życzę Wam dużo radości,  miłości i spełnienia wszystkich marzeń ;)
Pozdrawiam serdecznie Lena :*

7 komentarzy:

  1. Kochana, bardzo przepraszam, muszę się przyznać, że po prostu zapomniałam o Twoim opowiadaniu, ale już wróciłam i nadrobiłam. Czekam na kolejny rozdział. Masz wielki talent, nie marnuj tego, proszę Cię! Pozdrawiam i zapraszam do siebie na :
    sport-aktywnosc-lifestyle.blogspot.com :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi miło że nadrobiłaś ;)
      Dziękuję bardzo ;)
      Pozdrawiam ;*

      Usuń
  2. WOW byłam nie dawno i już 2 rozdziały. Super mam nadzieję, że Sven zgodzi się na wizytę, a potem na adopcje Maxa on jest taki słodki, rozwesel trochę tego bloga PROSZĘ oczywiście to taka moja osobista sugestia pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej, szkoda mi tego Maxa, no. niech Sven się zgodzi. uszczęśliwi tym nie tylko chłopca, Kingę, ale i... siebie. na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zaczynam czytać *,* pozwól, że nadrobię i następnym razem dodam bardziej składny komentarz :) ja dodałam drugą część, więc zapraszam jeśli masz ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo! <3
    Ja nie rozumiem dlaczego Sven tak się zachowuje w stosunku do tego chłopca. Przecież nawet go nie poznał, a dobrze gdyby to zrobił i wtedy niech go oceni. :)
    Czekam na kolejny rozdział!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń