Dziewczyna siedziała w samochodzie. Nie wiedziała czy dobrze zrobi, gdy go odwiedzi. Cały czas w głowie miała słowa Svena. Wiedziała, że ma racje, ale też chciała odwiedzić Max. W końcu mu to obiecała. Po chwili zastanowienia wyszła z samochodu i pewnym krokiem weszła na podwórze. Zobaczyła dzieci bawiące się na dworze. Lecz ona szukała jego-Maxa. Po jakimś czasie go zauważyła. Siedział samotnie na ławce. Ten widok jeszcze bardziej ją rozczulił. Ich spojrzenia się spotkały. Chłopiec od razu do niej pobiegła. Ona wzięła go na ręce.
-Maksiu- powiedziała czule tuląc go do siebie.
-Bałem się, że nie przyjdziesz.
-Obiecałam.
-Tak wiem, ale...Ktoś kiedyś też to obiecał i czekałam.
-Oj Max. - postawiła go na ziemie- Czemu z nikim się nie bawisz?
-Mówiłem Ci. Oni mi dokuczają. Nie chcą się ze mną bawić.- Kinga myślała, że Max mówił tak by zwrócić jej uwagę, lecz teraz wie, że mówił prawdę.
-Dobrze choć usiądziemy na ławce. Dobrze?- chłopiec bez wahania się zgodził.
-Kinga powiesz mi czy Ty masz dziecko?- To pytanie ją zraniło. Było jej smutno, ale widziała, że Max nie zrobił tego specjalnie.
-Nie. Moja córka nie żyje.
-A jak miała na imię?
-Julcia
-Miałem kiedyś koleżankę o tym imieniu. Nie ma jej już z nami . Została zaadoptowana. Od tej pory czuje się samotny i to bardzo.
-Max na pewno kiedyś będziesz miał taką koleżankę.
-Ja nie chce mieć koleżanki. Ja chce mieć rodziców. Tak jak ona.Szkoda, że Julka nie żyje byłabyś świetną mamą. Wiesz?
-Max dziękuje, ale...
-Tak wiem chcesz powiedzieć, że mnie nie weźmiesz do siebie.
-Max to nie tak.
-Przepraszam bardzo, ale kto pani pozwolił tu wejść?- zapytała ta samo kobieta co wczoraj
-Furta była otwarta. Ja przyszłam odwiedzić Maxa.- broniła się Kinga
-Max cały czas o panią pytał. Kiedyś tu też była taka jedna. Na obiecywała, a my musieliśmy się męczyć! Niech pani mu nie robi nadziej. Lepiej będzie jak pani już pójdzie.
-Max?
-Tak?
-Trzymaj się.- przytuliła go mocno i udała się do samochodu.
Kinga nie chciała jechać do domu, więc podjechała pod dom siostry. Kornelia bawiła się z Hubertem w salonie:
-Cześć- powiedziała przekraczając próg mieszkania- Ale tu już jesteś duży- przytuliła swojego chrześniaka.
-Jak się czujesz?- zapytała Kornelia
-Już lepiej. Dużo lepiej. Kornelia muszę Ci coś powiedzieć.
-No mów- Kinga opowiedziała wczorajsza i dzisiejszą historię. -Kinga Sven ma rację. Nie możesz przejmować się losem tego chłopca. To, że straciłaś dziecko to nie znaczy, że nie będziesz mogła ich mieć.
-Kornelia lekarz powiedział mi, że nie mam w ogóle szans na to, że będę matką. A w ogóle to nie o to chodzi. Max jest tak bardzo słodki i kochany. Chciałabym się nim zając. On tak tego potrzebuje.
-Ty zwariowałaś?! Wiesz jaka to jest odpowiedzialność. Takie dzieci potrzebują, aż nadto opieki.
-On jest normalnym dzieckiem! Nie znasz go!
-Masz rację.Nie znam, ale wiem, że ty wkręciłaś się na dobre i raczę Ci już go nie odwiedzać.
Kinga wyszła z mieszkania siostry. Chciała jakiegoś wsparcia, ale nie miała go od nikogo. Udała się na stadion gdzie jej mąż miał jeszcze trening:
-Hej Marco. Czemu ty nie na murawie?- zapytała mijając go w holu
-Mały uraz- wskazał na kolano.-Może pójdziemy do szatni pogadamy bo chłopaki jeszcze ćwiczą.
-Jasne czemu nie?
-Sven mówił mi co Cię wczoraj spotkało.
-Na prawdę? Mówił Ci o Max?
-A więc tak ma na imię ten chłopak co skradł Ci serce- zaśmiał się Marco- Bardzo ładne imię. On się o Ciebie martwi. Boi się, że za bardzo się zaangażujesz.
-Marco wiem, ale...
-Kinga on też to wszystko przeżył bardzo mocno. Wiem ile łez wylał, ale chciał być silny ale Ciebie.
-Marco rozumiem na prawdę. Ale nie mogę pojąc czemu jest tak obojętny na nieszczęście tego chłopca? Gdyby go poznał od razu by się w nim zakochał.
-Tak jak Ty?
-Co?!
-Nie udawaj. Ty go już pokochałaś. Najchętniej byś go zabrała do domu i tuliła do snu.- dziewczyna popatrzyła na niego- Sven to wie. I dlatego tak bardzo się boi bo wie ile trzeba czasu i poświęceń by móc zaadoptować dziecko. -do szatni weszli chłopcy.
-Kinia? - zapytał Sven
-Cześć przyjechałam po Ciebie mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-No jasne, że nie. Poczekaj na mnie przed wejściem ok?
-Dobrze- KInga tak zrobiła. Gdy Sven się przebrał od razu do niej dołączył
-To gdzie tak rano poszłaś?
-Byłam u Maxa tylko nie bądź zły- popatrzyła na niego
-Kinga! Tłumaczyłem Ci...
-Tak wiem ja wszystko wiem. Sven proszę odwiedź my go...razem.
-Nie!
-Dlaczego?
-Po prostu nie.
-----------------------------------------------------------------------------
Witam Was w Wielką sobotę kochane :*
W Święta życzę Wam dużo radości, miłości i spełnienia wszystkich marzeń ;)
Pozdrawiam serdecznie Lena :*
Kochana, bardzo przepraszam, muszę się przyznać, że po prostu zapomniałam o Twoim opowiadaniu, ale już wróciłam i nadrobiłam. Czekam na kolejny rozdział. Masz wielki talent, nie marnuj tego, proszę Cię! Pozdrawiam i zapraszam do siebie na :
OdpowiedzUsuńsport-aktywnosc-lifestyle.blogspot.com :-)
Jest mi miło że nadrobiłaś ;)
UsuńDziękuję bardzo ;)
Pozdrawiam ;*
WOW byłam nie dawno i już 2 rozdziały. Super mam nadzieję, że Sven zgodzi się na wizytę, a potem na adopcje Maxa on jest taki słodki, rozwesel trochę tego bloga PROSZĘ oczywiście to taka moja osobista sugestia pozdrawiam i zapraszam do siebie.
OdpowiedzUsuńojej, szkoda mi tego Maxa, no. niech Sven się zgodzi. uszczęśliwi tym nie tylko chłopca, Kingę, ale i... siebie. na pewno.
OdpowiedzUsuńJa zaczynam czytać *,* pozwól, że nadrobię i następnym razem dodam bardziej składny komentarz :) ja dodałam drugą część, więc zapraszam jeśli masz ochotę :)
OdpowiedzUsuńBedzie mi bardzo Milo :)
UsuńCudo! <3
OdpowiedzUsuńJa nie rozumiem dlaczego Sven tak się zachowuje w stosunku do tego chłopca. Przecież nawet go nie poznał, a dobrze gdyby to zrobił i wtedy niech go oceni. :)
Czekam na kolejny rozdział!
Buziaki :*