Sven czuwał przy łóżku żony całą noc trzymając ją za rękę. Kinga po sporej dawce prożków uspakajających udała się do krainy Morfeusza. Sven natomiast dał upust swoim emocją. Płakał jak małe dziecko z bezsilności jaka go spotkała. Nad ranem przebudziła się Kinga i spojrzała na męża. Chciała się uśmiechnąć na jego widok, lecz coś ją wewnętrznie hamowało.
-Nie śpisz już?- zapytał zaspany chłopak
-Już nie. Cieszę się, że tu byłeś, ale idź do domu. Wyśpij się w łóżku a nie na krześle.
- Sven chciał coś powiedzieć- żadnego ale proszę iść do domu.
-Na pewno?
-Tak. Jestem pewna.
-Dobrze będę u Ciebie jak najszybciej. Kocham Cię
-I ja Ciebie.
Kornelia z samego rana udała się do siostry. Gdy weszła do sali Kinga leżała na łóżku i płakała. Kornelia bez zbędnych słów przytuliła siostrę. Kinga w myślach dziękowała Bogu, że siostra o nic nie pyta. Siedziały w milczeniu przez dłużą chwilę.
-Kornelia czemu ona?-Dziewczyna nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Przecież sama nie wiem czemu tak się stało.
-Kinguś ja...ja sama nie wiem. Jest mi bardzo przykro.
-Mi też. Straciłam moją Julcie.
Kornelia wróciła do domu. Pierwsze co to poszła do synka i mocno go przytuliła. Ona od razu zaszłą w ciążę nigdy nie borykała się z takim problemem jak jej siostra. Ona właśnie w tym momencie to doceniła.
-Synku mamusia bardzo Cię kocha.- ucałowała synka
-Ja Ciebie też mamusiu.- chłopczyk odwzajemnił gest i pobiegł do swojego pokoju.
-Co z nią?- zapytał Łukasz
-Nie dobrze. Płaczę. A ja nie mogę jej pomóc w żaden sposób.
-Kochanie wiem, że dla Ciebie to też ciężkie, ale wszyscy razem przez to przejdziemy. Uśmiechnij się- Łukasz przytulił żonę.
-Boże Łukasz! Ja chyba powinnam zadzwonić do rodziców. Powiedzieć im o tym.
-Masz rację. Kinga na pewno nie będzie wstanie im tego powiedzieć. Zadzwoń do niech.- Kornelia wybrała numer do domu rodziców
-Cześć córcia. Właśnie miałam dzwonić do Kini. Co tam u niej? Jak ciąża?
-Mamo właśni ja dzwonię bo...bo Kinga jest w szpitalu.
-Już rodzi! Boże drogi!
-Mamo spokojnie. Kinga urodziła, ale dziecko nie przeżyło porodu.- powiedziała bardzo szybko
-Jak to? Kornelia co Ty mówisz!? Chcesz powiedzieć, że dziecko nie żyje?\
-Tak mamo.
-Co z Kinią?
-Przeżywa to bardzo. Chyba jesteś jej potrzebna jako matka. Mamo ja nie potrafię jej pomóc.
-Zarezerwuj nam bilet do Dortmundu jak najszybciej. Dobrze?
-Oczywiście mamo.
Kinga następnego dnia wyszła ze szpitala, lecz nie mogła spędzić go w domu. Dziś był pogrzeb ich dziecka. Dziewczyna pojechała z Svenem do domu. Wykąpała się włosy związała wysokiego kucyka i ubrała się w czarną kreacje. Na cmentarz jechali w milczeniu. Żadne z nich nie miało na tyle odwagi by powiedzieć cokolwiek. Na cmentarzu była cała drużyna BVB oraz trener, rodzice Kingi i Svena oczywiście nie mogło zabraknąć Korneli i Larsa.
-Córeczko jest mi bardzo przykro- podeszła do niej matka
-Mamo wiem. Nie musisz nic mówić. Przepraszam- wydusiła przez łzy
-Dziecko za co?
-Za to, że nie dam Ci wnuczka.
-Kinga! Nie mów tak. Kocham Cię córciu.- Kinga przytuliła się do matki.
Mała trumna została wpuszczona w dół, a następnie przykryta małą płytą. Na której widniał duży napis: JULCIA BENDER. Kinga i Sven nie mogli opanować łez. Ona widziała ciało córki na własne życzenie, które przez 8 miesięcy rosło w jej ciele. Przed oczami miała ten koszmarny widok, ale nie chciała go zapomnieć ponieważ widziała swoja Julcie. On z kolej nie widział dziecka, ale czuł się ojcem przez ten cały czas nie mógł się doczekać aż je przytuli. Niestety nigdy tego nie zrobi. Kinga chciała od razu jechać do domu. Matka chciała jechać z nią lecz ta potrzebowała przy swoim boku tylko męża. We dwójkę udali się do mieszkania. Do mieszkania w którym był pokój dla dziecka. Łóżeczko, wózek masa ubrań itp. Nogi zaprowadziły ją właśnie do tego pomieszczenia. Podeszła do łóżeczka i wyobrażała sobie, że gdyby jej córka żyła właśnie teraz wsadziła by ją do niego i obserwowała jak się do niej uśmiecha. Samotna łza poleciała po jej zimnym policzku.
-Kochanie nie płacz- Sven dotknął kciukiem jej policzka- Gdy płaczesz moje serce krwawi jeszcze bardziej.
-Przepraszam.- powiedziała cicho
-Nie ma za co. Za emocje się nie przeprasza myszko.Kinga?
-Tak?- spojrzała mu w oczy
-Wiem, że nigdy w życiu o tym nie zapomnijmy, ale zostaw te rzeczy. Nie musimy mieć tego pokoju. Spakujmy je i wynieśmy.
-Sven...ja nie dam rady.
-Ja to zrobię. Dobrze? Nie chciałem tego robić bez Twojej zgody, abyś nie pomyślała, że dla mnie to nic nie znaczy.
- Wiem, że znaczy to dla Ciebie dużo. - przytuliła go mocno.
Sven schował wszystkie rzeczy do piwnicy. Zamknął pokój na klucz i udał się do salonu, gdzie siedziała Kinga:
-Chyba, źle potraktowałam mamę ona specjalnie tu przyjechała, a ja...
-Kinga nic złego nie zrobiłaś. Po prostu chcieliśmy być sami. Każdy to zrozumiał.- Ktoś zapukał do drzwi. Sven wstał i poszedł otworzyć.
-Cześć brat. Ja wiem, że chcecie być sami, ale nie chce byście się zamartwiali. Mogę z Wami posiedzieć?
-Tak wejdź.- obaj udali się do salonu.- Mamy gościa.
-To nie gość tylko domownik-Kinga podeszła do Larsa i go przytuliła- Dziękujemy, że z nami byłeś i jesteś.-Chłopak się uśmiechnął.
-----------------------------------------------------------------------------------
Dziękuje za poprzednie komentarze jest mi bardzo miło :)
Mam nadzieje, że ten rozdział Wam się spodoba ;)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :*
STRÓJ KINGI:

Rozdział boski jak zawsze tylko szkoda mi Kingi ;(
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że wszystko się ułoży bo czuję że masz wielki pomysł na to opowiadanie ;D
Tymczasem ja nominowałam Cię Libster Award. Więcej informacji na marcoiolastory.blogspot.com
Bardzo dziękuję ;)
UsuńMasz rację mam pomysł mam nadzieje że coś z tego wyjdzie.
Oj bardzo dziękuję kochana.
Jak najszybciej postaram się odpowiedzieć.
Gorąco pozdrawiam
Jaki smutny rozdział :c Ciągle mi szkoda ich i maluszka.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to cudowny! <3
Czekam na kolejny!
Buziaki :*
Mi również :(
UsuńJutro kolejny rozdział bądź w czwartek ;)
Pozdrawiam ;*