środa, 2 lipca 2014

INFORMACJA

Kochani bardzo Was przepraszam, ale  skończyły mi się pomysły na to opowiadanie.  Musze go chyba usunąć lub zawiesić :(
Być może napisze nowe opowiadanie, ale tego nie obiecuje chyba, że macie jakieś pomysły ;)
Wyraźnie je w komentarzu :)
Dziękuję i pozdrawiam Lena :*

czwartek, 12 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 11

Następnego dnia Kinga wstała bardzo wcześnie.  Zeszła na dół i przygotowała naleśniki, które bardzo lubi Max. Gdy wszystko było naszykowane udała się do pokoju dziecka. Usiadła na końcu łóżka i pogłaskała go po głowie.
-Cześć mamo.- powiedział zadowolony chłopiec
-część. Nie chciałam Cię obudzić, ale jak już wstałeś to leć do łazienki bo przygotowałam naleśniki.
- naleśniki ! Uwielbiam !
-Wiem. Są specjalnie dla Ciebie, ale wujek i tata też lubią więc wstawaj.

Chłopiec pospiesznie udał się do łazienki i dołączył do Kingi, która siedziała przy stole. 
- Dzień dobry wszystkim-przywitał się Lars. A zaraz po nim Sven.
- Za godzinę mam trening, a tak jak mówiłem jedziecie ze mną - powiedziałam Sven
-Ja juz musze się zbierać, , wiec nie zobaczę Cię braciszku w akcji,  ale mam nadzieje, że wpadniecie na mój mecz.  
- nie możesz zostać? -zapytała Kinga
- Wybacz kochana, ale też mam trening i musze na niego zdążyć.

Max i młodzi rodzice udali się na stadion. Sven poszedł do szatni, a Kinga z dzieckiem udała się na trybuny.
Max był w niebo wzięty, że może oglądać trening swojej ukochanej drużyny, której od zawsze kibicował. Po treningu Sven zabrał małego na murawę i przedstawił go wszystkim kolegą i trenerowi oraz pograli w piłkę.
-Synku, a może chciałbyś chodzić do klubu piłkarskiego?
-Na prawdę bym mógł?
-No jasne. Tylko muszę Cię zapisać co Ty na to?
-Tato jasne, że chcę. Tylko czy mama się zgodzi?
-Maksiu oczywiście, że się zgadzam.
-W takim razie jutro po treningu Cię zapiszę, a teraz jedźmy do domu.

3 TYGODNIE PÓŹNIEJ:
Te tygodnie dla nich były prawdziwą sielanką. Sven chodził na treningi potem z małym udawał się do klubu. Zabierał go, a potem odpoczywali w domowym zaciszu. Leć jutro odbędzie się sprawa sądową nad całkowitą opieką Maxa. Kinga utuliła synka do snu i ucałowała w czoło:
-Mamo a jeżeli zabiorą mnie tam? Nie chcę iść do domu dziecka!- Kinga bała się tego samego, ale chciała uspokoić synka
-Maksiu wszystko będzie dobrze.
-Synku nikt Cię nie zabierze. Już zawsze będziesz z nami. Zobaczysz- Sven wierzył to bardzo mocno  i chciałby, żeby tak było- A teraz śpij. - przybił z dzieckiem piątkę i razem z Kingą wyszli z pokoju.
-Sven, boje się, co jeśli on będzie miał rację. Jeżeli nam go zabiorą?
-Kinia nie mów tak! Jak tak możesz myśleć? Niby czemu mieli by nam go zabrać?
-Nie wiem, ale się martwię.
-Nie martw się tylko choć do łóżka bo jutro trzeba być wypoczętym.
-Boże, a kto jutro zostanie z Maxem ?
-Już wszystko załatwione. Marco się nim zajmie.
-Kocham Cię
-I ja Ciebie- Sven ucałował żonę

                                                                        ***

-No hej wszystkim- Marco wszedł jak do siebie- Ej Kinia co to za mina? Będzie dobrze
-Sven też tak mówi.
-I dobrze gada. Gdzie jest ten mały piłkarz ?
-Tu jestem- zameldował się Max
-Oj jakiś taki markotny jesteś jadłeś coś?
-No właśnie nie. Marco zrobisz mu tosty czy coś dobra? My już musimy lecieć - powiedział Sven i wraz z Kingą wyszli z domu.
-Dobra Max idziemy do kuchni coś zjeść. Ja też nie jadłem to razem coś zrobimy.
-Nie chce jeść nie jestem głodny.
-Ej ej co z Tobą musisz jeść by być takim dużym i dobrym piłkarzem jak Twój tata.
-O ile nadal będzie moim tatą- powiedział smutno
-Max jest i będzie rozumiesz? Nie martw się.
-Wujek mój tata jest najlepszym piłkarzem.
-O nie mój drogi najlepszym to jestem ja !
-Nie prawda!
-Uwierzę Ci jak zjesz tosty dobra?
-Dobrze.

Chłopcy zjedli śniadanie i wyszli na dwór pograć w piłkę, a następnie na lody. W tym samym czasie sąd wydał pozytywną opinię w sprawię Maxa. Szczęśliwa para wróciła do domu.
-Max jesteś nasz już  nikt Cię nie zabierze!- Kinga była bardzo szczęśliwa
-Marco mam synka. Maxa Bendera.
-Gratulacje stary. Masz bardzo walecznego tego syna. Obronił to, że niby jesteś najlepszym piłkarzem
-Nie wiem czy jestem najlepszy, ale na pewno będę chciał być najlepszym ojcem. - Max podbiegł do Svena i wskoczył mu na ręce.
-Tatusiu nie musisz i tak już jesteś najlepszym tatą i piłkarzem.

-----------------------------------------------------------------------------------

Cześć bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale kompletnie nie miałam pomysłu. Uważam, że ten rozdział też jest okropny. Bardzo Was przepraszam :(
Pozdrawiam Lena


STROJE KINGI:


piątek, 9 maja 2014

ROZDZIAŁ 10

To właśnie był ten dzień. Po długich i żmudnych rozmowach z psychologiem. Max miał dziś wieczorem trafić do domu państwa Bender. Małżeństwo było w siódmym niebie. Kinga samego rana pojechała podpisać parę dokumentów dotyczących reklamy męża. Sven natomiast udał się na poranny trening:
-Ej Sven!- krzyczał Marco wysiadając z samochodu, który mieścił się pod stadionem.
-Cześć
-Jaki Ty dziś zadowolony! Co się stało?
-No dobra teraz chyba mogę Ci powiedzieć, a więc Max dziś wieczorem zamieszka z nami.
-Kurde jak to?! Zaadoptowaliście go?
-Tak to znaczy zamieszka z nami, a potem odbędzie się sprawa w sądzie o całkowitą opiekę.
-Sven to świetnie. Kinga na pewno się cieszy.
-Tak to prawda. Z resztą ja też.
-Hej chłopaki- przywitał ich Łukasz- Czemu nie idziecie?
-Łuki, Sven będzie ojcem
-Na prawdę? Czy to nie za wcześnie? Kinga bardzo przeżyła śmierć Julci.
-Kinga nie jest w ciąży- wyjaśnił Sven- zaadoptowaliśmy Maxa
-Maxa? Kto to jest? A czekaj to ten chłopiec? Kornelia coś mi mówiła, że Kinga odwiedzała dziecko w domu dziecka.
-Tak to właśnie Max.
-Bardzo się cieszę- powiedział Polak- Może zrobimy mu jakieś przywitanie u Was w domu?
-Łukasz to świetny pomysł. O której go zabieracie?- zapytał Marco
-O 20 będziemy w domu

Kinga po załatwieniu wszystkich spraw pojechała do siostry. Od ostatniej wizyty w ogóle się nie widziały. Dziewczyna była zła na Kornelie za jej zachowanie. Zapukała dwu krotnie do drzwi lecz nikt jej nie otworzył. Kobieta wyszła z podwórka i otworzyła samochód:
-Kinga!- zawołał ją znajomy głos - Poczekaj!
-Cześć.- powiedziała nie pewnie- Przyjechałam...
-Mam nadzieję, że do mnie a nie Łukasza- roześmiała się Kornelia
-Tak do Ciebie.
-To chodźmy. - dziewczyny weszły do mieszkania- Ja rozpakuje zakupy, a Ty mogłabyś rozebrać Huberta?
-Jasne.

Gdy Kornelia wypakowała rzeczy udała się do salonu:
-Kinga ja chciałam Cię przeprosić. Tak w ogóle to bardzo się cieszę, że tu przyjechałaś. Bardzo się za Tobą stęskniłam.Wiem, że nie powinnam oceniać tego chłopca. Jest mi bardzo wstyd za moje zachowanie.
-Kornelia, ja i Sven adoptujemy Maksia. Dziś wieczorem będzie u nas w domu.
-Na prawdę? Kurcze nie wiem co powiedzieć. Po prostu gratuluje. Mam nadzieje, że będziecie szczęśliwi.
-Już jesteśmy.


                                                                           ****

Kinga i Sven udali się do Domu Dziecka. Chwilę porozmawiali z jego opiekunką i mogli zabrać do z tego miejsca:
-Maksiu!- zawołała Kinga, a chłopiec wpadł w jej ramiona- Spakowałeś się?
-Tak.
-To choć! Jedziemy do naszego domu- Sven wziął jego torbę, a Kinga złapała chłopca za rękę.

Gdy Max był bezpiecznie zapięty w pasy ruszyli pod dom. Po 20 minutach otworzyli drzwi do mieszkania:
-NIESPODZIANKA!- wykrzyczeli wszyscy w mieszkaniu: Łukasz, Kornelia, Marco, Lars oraz rodzice Svena
-O Boże!- z niedowierzania krzyknął chłopiec
-Witamy w domu Maksiu- podszedł do niego Marco- Jestem Marco
-Nie musisz mi mówić. Jesteś świetny na boisku!
- Miło mi to słyszeć.
-Cześć jestem Kornelia, siostra Twojej mamy.To mój synek Hubert- wskazała na chłopca leżącego w wózku- A to mój mąż Łukasz.
-Jejku ciociu to Twój mąż? Nie mogę.
-Sven jesteś cudowny. Dziękuje, że zrobiłeś mu taką niespodziankę- pocałowała męża
-To nie ja. Łukasz z Marco wszystko wymyślili.

Wszyscy byli pozytywnie oczarowani Maxem. Lars postanowił nawet zanocować u państwa Bender.
-Fajny z Ciebie chłopak- powiedział Lars siadając obok małego chłopca- Przyjdziesz kiedyś do mnie na mecz?
-Jasne że tak- uśmiechnął się
- Ale jutro Maksiu idziesz ze mną i Kingą na trening
-Tato na prawdę? Zabierzesz mnie?- chłopiec pierwszy raz do niego tak powiedział. Sven był bardzo wzruszony tym faktem. Wziął chłopca na kolana i mocno go przytulił
-Tak synku.   


--------------------------------------------------------------------------------------

Wiem, że to drugi beznadziejny rozdział :(
Bardzo Was przepraszam.
Proszę o komentarze nawet te złe. One dają masę motywacji :)
Pozdrawiam Lena :)



STRÓJ KINGI:



STRÓJ KORNELI:

wtorek, 29 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 9

Następnego dnia Kinga nadal nie mogła uwierzyć, że jej mąż zgodził się na adopcje. Wiedziała też ile czasu im to zajmie, ale była bardzo szczęśliwa. On w głębi duszy też był szczęśliwy w końcu uszczęśliwi dwie osoby. A on sam zawsze chciał mieć synka z którym będzie mógł podzielać pasje. Max właśnie taki jest. Uwielbia grać w piłkę. Gdy Sven jeszcze spał Kinga przygotowała śniadanie. Chciała odwdzięczyć się mu za te wszystkie tygodnie. Wiedziała, że Svenowi nie było łatwo przez ten czas kiedy ją wspierał. Gdy śniadanie było już podane na dół zeszedł piłkarz:
-Cześć- przywitał się
-Dzień dobry kochanie- dziewczyna pocałowała go namiętnie w usta
-Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie.
-Ostatnio nie byłam zbyt przyjemna dla Ciebie. Przepraszam.
-To prawda, ale nic się nie stało skarbie. Możemy zacząć jeść?
-Oczywiście.- uśmiechnęła się do niego i usiedli przy stole.

Po śniadaniu udali się do ośrodka adopcyjnego. Po pewnym czasie starsza kobieta poprosiła ich do pokoju:
-A więc państwo chcą adoptować Maxa?
-Tak- odpowiedziała Kinga.
-Na prawdę? Kompletnie tego nie rozumiem.- pomarszczyła brwi
-Przepraszam bardzo, ale czego tu pani nie rozumie?- Sven nie był zadowolony z takiego pytania, a Kinga złapała go za rękę by go uspokoić.
-Wie pan. Państwo są piękni, młodzi, bogaci i po co wam jakaś sierota?
-Po co? Czy Pani siebie słyszy?- krzyknął Sven
-Tak! I oczekuje odpowiedzi!
-Dobrze w takim razie pani odpowiem. Po to by móc zapewnić temu chłopcu normalną rodzinę, a  przede wszystkim miłość!
-Dobrze proszę wypełnić formularze i w tedy rozpatrzymy państwa zgłoszenie.- kobieta podała im plik kartek. Małżonkowie staranie je wypełnili i oddali kobiecie.
-Proszę Pani mam pytanie.- powiedziała Kinga
-Proszę?
-Czy możemy zobaczyć Maksia?
-Na razie nie. Trzeba wcześniej to uzgodnić. I proszę mu nic nie mówić o państwa planach. Dobrze?
-Oczywiście. Do widzenia.- Para wyszła z ośrodka.
-Co za baba! Czy tam wszystkie są takie okropne?!
-Sven trochę się pomęczymy a potem będziemy normalną rodziną.
-Wiem kochanie wiem. Teraz muszę iść na trening. Wrócisz sama?
-Tak.- ucałowała go. A Sven?
-Tak?
-Nie mów nikomu o naszych planach nie chce zapeszyć. Dobrze?
-Oczywiście słońce. Papa



Minął tydzień od wizyty w ośrodku. Kinga była już pewna, że nie mają szans na adopcje. Jednak Sven ciągle wierzył. Kinga i Sven byli na zakupach gdy telefon piłkarza zadzwonił:
-Witam ma na imię Lisa Meyer dzwonię z Ośrodka Adopcyjnego. Mam przyjemność z panem Svenem Benderem?
-Dzień dobry. Tak.
-Powiem krótko nie widzimy absolutnie żadnych zastrzeżeń by Max mógłbyś państwa synem.
-To świetnie bardzo się ciesze! A kiedy możemy go zabrać do domu.
-Widzę, że jest pan bardzo zadowolony, ale nie możemy tak od razu oddać Państwu chłopca. Najpierw musimy zobaczyć państwa dom. Następnie Max zamieszka z Wami przez pewien okres a potem gdy wszystko będzie w porządku to odbędzie się sprawa sądowa, ale to będzie tylko formalność.
-Rozumiem.- Sven nie co posmutniał
-Kiedy mogę państwa odwiedzić?
-A choć by dziś!
-Dziś już nie zdążę, ale jutro o 19. Może być ?
-Dobrze.
-W takim razie do zobaczenia.
-Sven z kim tyle gadałeś?- zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
-Kinguś możemy być rodzicami Maxa!
-Aaaa to cudownie- Sven wyjaśnił wszystko żonie. - To może przygotujemy pokój dla Maxa? Kupili byśmy łóżko, jakieś meble.
-Dobrze to chodźmy. 

Para położyła się bardzo późno spać ponieważ przygotowywali pokój dla chłopca.

                                                                    ***

Do drzwi zapukała kobieta. Sven poszedł otworzyć:
-Dobry wieczór
-Dobry wieczór zapraszamy do salonu.- ręką wskazał miejsce
-Nie dziękuje. Po prostu przejdziemy się po mieszkaniu i będę uciekać.- uśmiechnęła się i we trójkę zwiedzili mieszkanie.- Mieszkanie jest bardzo ładnie urządzone, a pokój dla Maxa świetny na pewno mu się spodoba. Proszę się nie martwić. Max nie długo będzie częścią Was.
-Dziękujemy pani- odpowiedziała Kinga
-Nie ma za co. Ja muszę już iść. Do widzenia.
-Do widzenia.

Kinga i Sven byli zadowoleni z takiego przebiegu sytuacji. Czuli, że już nie długo ich rodzina się powiększy.

----------------------------------------------------------------------

Cześć kochane :*
Mam wrażenie, że ten rozdział jest beznadziejny. W ogóle mi się nie podoba, ale nie miałam pomysłu na nic innego :(
Dodaje go dziś ponieważ wyjeżdżam i nie będę mogła dodać  go w czwartek :)
Obiecuje, że wszystkie rozdziały, które dodacie w tym czasie przeczytam po powrocie i skomentuje :)
Życzę udanej majówki!
Buziaki  Lena :*





STROJE KINGI:


czwartek, 24 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 8

Minęły cztery dni od ostatniej wizyty Kingi u Maxa. Dziewczyna namawiała męża by odwiedził z nią małego chłopca. Sven w końcu uległ żonie. Miał zjawić się w domu dziecka po treningu. Kinga cała w skowronka udała się tam z samego rana wcześniej uzgadniając to z jego opiekunką. Chłopiec był bardzo zdziwiony gdy ją zobaczył. Myślał już, że jej nie zobaczy, lecz się mylił. Cieszył się z tego spotkania. Razem poszli na boisko. Usiedli na murawie:
-Cieszę się, że przyszłaś.- powiedział wtulony w kobietę
-Uwierz mi, że ja też. Mam dla Ciebie niespodziankę.
-Jaką?
-Ktoś nas odwiedzi.
-Kto?
-Mój mąż.
-On też chce mnie poznać? Nie jest na Ciebie zły, że mnie odwiedzasz?- zapytał smutkiem w głosie
-Nie.- Kinga skłamała, ale nie chciała by mały był smutny- Idziemy pograć w piłkę?
-Jasne. Uwielbiam grać, ale tu nikt nie chce ze mną ćwiczyć. Chciałbym kiedyś iść na mecz Borussi Dortmund
-Na pewno kiedyś tam pójdziesz. Obiecuje, a teraz choć grać .

Sven wysiadł z samochodu. Otworzył nie pewnie furtkę podszedł bliżej. Zauważył małego chłopca i swoją żonę. Grali w piłkę. Oboje byli zadowoleni i uśmiechnięcie. Sven zrozumiał, że jego żona od śmierci córki po raz pierwszy jest tak bardzo zadowolona. Nie chciał im przeszkadzać zabawy, ale obiecał, że zjawi się. Mężczyzna podszedł do nich. Chłopiec go od razu zauważył:
-O boże nie! To Sven Bender! Nie wierze!- chłopiec nie mógł uwierzyć własnym oczom, że obok niego stoi sam Sven Bender- Pan się pomylił tak?- Kinga nie mogła pohamować śmiechu.
-Nie Max. To jest mój mąż. Sven to jest Max.
-Cześć mały- Sven podał dziecku rękę, a on odwzajemnił gest
-Dzień dobry. Kinga na prawdę jest to Twój mąż?
-Tak jestem jej mężem. Ale jestem troszkę zazdrosny o moją żonę.
-Dlaczego?- chłopiec się zdziwił
-Cały czas mówi tylko o tobie. Namieszałeś jej w głowie- chłopczyk się troszkę speszył- Ej co jest? Idziemy pograć w piłkę?
-Na prawdę chcesz ze mną pograć?- zapytał nie dowierzając
-No jasne, że tak. Tylko jestem po treningu i musisz dać mi jakieś fory ok?
-Dobrze.

Kinga nie mogła się napatrzeć na taki obrazem. Sven biegał z Maxem po boisku. Chciałaby było tak zawsze. Wyobrażała sobie jak to będzie za jakiś czas. Ona będzie siedziała na tarasie pobijając zimny napój a oni biegając po trawię z piłką. Chłopcy zakończyli mecz i usiedli na murawie:
-Masz talent. Bardzo dobrze  grasz.
-Nie kłam- odpowiedział Max
-Sven nigdy nie kłamie. Na prawdę masz talent.
-Max jest już późno musisz wracać na świetlice- przyszła opiekunka.
-Ale..
-Max nie ma żadnego, ale szybko na górę. NIe będziesz tu rządzić.
-Czy mogłaby pani na niego nie krzyczeć! To jest dziecko!- powiedział Sven
-To niech pan na mnie nie podnosi głosu! Max na górę
-Cześć Kinga- chłopiec przytulił ją, a ona odwzajemniła gest- Do widzenia. Miło było mi Ciebie poznać.
-Mi Ciebie też Max

Kinga i Sven wrócili do domu:
-Dziękuje, że byłeś z nami dziś- Kinga przytuliła męża i pocałowała
-Max to na prawdę świetny chłopak.
-Mówiłam Ci. Sven... może byśmy postarali się o adopcje?- zapytała nie pewnie
-Kinga wiesz ile to jest załatwiania?
-Tak wiem, ale nie chce by on tam się wychowywał. Ta baba jest straszna. Krzyczy na niego za każdym razem. Sam widziałeś.
-Dobrze.
-Co dobrze?
-Zgadzam się, aby Maksiu był naszym synkiem.
-O Boże! Sven tak bardzo Cię kocham
-Ja Ciebie też i jego też zdążyłem.

------------------------------------------------------------------
Cześć dziewczyny :*
Mam nadzieje, że Wam się podoba ;)
Dużo z Was chciało by Sven dał się przekonać. Tak też zrobiłam :)
Gorąco Was pozdrawiam :*




sobota, 19 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 7

Dziewczyna siedziała w samochodzie. Nie wiedziała czy dobrze zrobi, gdy go odwiedzi. Cały czas w głowie miała słowa Svena. Wiedziała, że ma racje, ale też chciała odwiedzić Max. W końcu  mu to obiecała. Po chwili zastanowienia wyszła z samochodu i pewnym krokiem weszła na podwórze. Zobaczyła dzieci bawiące się na dworze. Lecz ona szukała jego-Maxa. Po jakimś czasie go zauważyła. Siedział samotnie na ławce. Ten widok jeszcze bardziej ją rozczulił. Ich spojrzenia się spotkały. Chłopiec od razu do niej pobiegła. Ona wzięła go na ręce.
-Maksiu- powiedziała czule tuląc go do siebie.
-Bałem się, że nie przyjdziesz.
-Obiecałam.
-Tak wiem, ale...Ktoś kiedyś też to obiecał i czekałam.
-Oj Max. - postawiła go na ziemie- Czemu z nikim się nie bawisz?
-Mówiłem Ci. Oni mi dokuczają. Nie chcą się ze mną bawić.- Kinga myślała, że Max mówił tak by zwrócić jej uwagę, lecz teraz wie, że mówił prawdę.
-Dobrze choć usiądziemy na ławce. Dobrze?- chłopiec bez wahania się zgodził.
-Kinga powiesz mi czy Ty masz dziecko?- To pytanie ją zraniło. Było jej smutno, ale widziała, że Max nie zrobił tego specjalnie.
-Nie. Moja córka nie żyje.
-A jak miała na imię?
-Julcia
-Miałem kiedyś koleżankę o tym imieniu. Nie ma jej już z nami . Została zaadoptowana. Od tej pory czuje się samotny i to bardzo.
-Max na pewno kiedyś będziesz miał taką koleżankę.
-Ja nie chce mieć koleżanki. Ja chce mieć rodziców. Tak jak ona.Szkoda, że Julka nie żyje byłabyś świetną mamą. Wiesz?
-Max dziękuje, ale...
-Tak wiem chcesz powiedzieć, że mnie nie weźmiesz do siebie.
-Max to nie tak.
-Przepraszam bardzo, ale kto pani pozwolił tu wejść?- zapytała ta samo kobieta co wczoraj
-Furta była otwarta. Ja przyszłam odwiedzić Maxa.- broniła się Kinga
-Max cały czas o panią pytał. Kiedyś tu też była taka jedna. Na obiecywała, a my musieliśmy się męczyć! Niech pani mu nie robi nadziej. Lepiej będzie jak pani już pójdzie.
-Max?
-Tak?
-Trzymaj się.- przytuliła go mocno i udała się do samochodu.


Kinga nie chciała jechać do domu, więc podjechała pod dom siostry. Kornelia bawiła się z Hubertem w salonie:
-Cześć- powiedziała przekraczając próg mieszkania- Ale tu już jesteś duży- przytuliła swojego chrześniaka.
-Jak się czujesz?- zapytała Kornelia
-Już lepiej. Dużo lepiej. Kornelia muszę Ci coś powiedzieć.
-No mów- Kinga opowiedziała wczorajsza i dzisiejszą historię. -Kinga Sven ma rację. Nie możesz przejmować się losem tego chłopca. To, że straciłaś dziecko to nie znaczy, że nie będziesz mogła ich mieć.
-Kornelia lekarz powiedział mi, że nie mam w ogóle szans na to, że będę matką.  A w ogóle to nie o to chodzi. Max jest tak bardzo słodki i kochany. Chciałabym się nim zając. On tak tego potrzebuje.
-Ty zwariowałaś?! Wiesz jaka to jest odpowiedzialność. Takie dzieci potrzebują, aż nadto opieki.
-On jest normalnym dzieckiem! Nie znasz go!
-Masz rację.Nie znam, ale wiem, że ty wkręciłaś się na dobre i raczę Ci już go nie odwiedzać.

Kinga wyszła z mieszkania siostry. Chciała jakiegoś wsparcia, ale nie miała go od nikogo. Udała się na stadion gdzie jej mąż miał jeszcze trening:
-Hej Marco. Czemu ty nie na murawie?- zapytała mijając go w holu
-Mały uraz- wskazał na kolano.-Może pójdziemy do szatni pogadamy bo chłopaki jeszcze ćwiczą.
-Jasne czemu nie?
-Sven mówił mi co Cię wczoraj spotkało.
-Na prawdę? Mówił Ci o Max?
-A więc tak ma na imię ten chłopak co skradł Ci serce- zaśmiał się Marco- Bardzo ładne imię. On się o Ciebie martwi. Boi się, że za bardzo się zaangażujesz.
-Marco wiem, ale...
-Kinga on też to wszystko przeżył bardzo mocno. Wiem ile łez wylał, ale chciał być silny ale Ciebie.
-Marco rozumiem na prawdę. Ale nie mogę pojąc czemu jest tak obojętny na nieszczęście tego chłopca? Gdyby go poznał od razu by się w nim zakochał.
-Tak jak Ty?
-Co?!
-Nie udawaj. Ty go już pokochałaś. Najchętniej byś go zabrała do domu i tuliła do snu.- dziewczyna popatrzyła na niego- Sven to wie. I dlatego tak bardzo się boi bo wie ile trzeba czasu i poświęceń by móc zaadoptować dziecko. -do szatni weszli chłopcy.
-Kinia? - zapytał Sven
-Cześć przyjechałam po Ciebie mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-No jasne, że nie. Poczekaj na mnie przed wejściem ok?
-Dobrze- KInga tak zrobiła. Gdy Sven się przebrał od razu do niej dołączył
-To gdzie tak rano poszłaś?
-Byłam u Maxa tylko nie bądź zły- popatrzyła na niego
-Kinga! Tłumaczyłem Ci...
-Tak wiem ja wszystko wiem. Sven proszę odwiedź my go...razem.
-Nie!
-Dlaczego?
-Po prostu nie.


-----------------------------------------------------------------------------
Witam Was w Wielką sobotę kochane :*
W Święta życzę Wam dużo radości,  miłości i spełnienia wszystkich marzeń ;)
Pozdrawiam serdecznie Lena :*

środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 6

Minęły trzy miesiące od śmierci Julci. Sven stara się odwrócić uwagę Kingi od tego co się stało. Kinga stara się zapomnieć o tym, lecz to nie jest proste od tak zapomnieć. Dziewczyna w pełni oddaje się pracy.
Gdy Sven poszedł na trening, a ona przeczytała wszystkie dokumenty dotyczące reklamy męża postanowiła wyjść na spacer. Szła ulicami Dortmundu. Nagle zatrzymała się. Zobaczyła małego chłopca, który stał samotnie na ulicy. Rozejrzała się dookoła czy nie ma gdzieś jego rodziców, babci czy może opiekunki. Niestety nikogo nie było. Nie chciała też przejść obok niego obojętnie tak jak setka innych ludzi krążąca po mieście. Podeszła bardzo powoli do chłopca:
-Cześć mam na imię Kinga.- podała mu rękę. Chłopczyk spojrzał na dziewczynę i po chwili odwzajemnił gest.
-Jestem Max
-Ślicznie- uśmiechnęła się do niego.-A gdzie są twoi rodzice? - chłopczyk spojrzał w dół- Zgubiłeś się? Tak?-Lecz on nic nie odpowiadał- Maksiu? Powiesz mi gdzie są Twoi rodzice?- Max spojrzał na nią
-Ja nie mam rodziców- Kinga nie wiedziała co powiedzieć w pierwszej chwili pomyślała, że rodzice nie żyją- Max bardzo mi przykro.A jest ktoś tu z tobą?
-Nie.- odpowiedział krótko
-To jak tu się znalazłeś?
-Uciekłem!
-Skąd?
-Z domu dziecka.- W tym momencie ją zatkało. Nie potrafiła zrozumieć jak można oddać dziecko do domu dziecka. Ona była wstanie oddać wszystko by móc mieć dziecko, a ktoś oddaje dziecko bez żadnych skrupułów.- Jesteś na mnie zła?
-Max..Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie chce tam być. Tam jest strasznie. Dzieci mi dokuczają.
-Mam pomysł pójdziemy na lody dobrze?- chłopiec uśmiechnął się i złapał Kingę za rękę. Ona nie była wstanie opisać tego jak teraz się czuła. Wciągu 5 minut znaleźli się w kawiarni- To jakie lody chcesz?- zapytała sadząc go na krześle.
-Hmm nie wiem tu jest tyle do wyboru nigdy nie mogłem wybrać.
-Dziś masz tą okazję.- uśmiechnęła się do niego
-Poproszę czekoladowe, waniliowe i truskawkowe,
-I bitą śmietanę. Dobrze?
-Jasne.

Chłopczyk był uśmiechnięty od ucha do ucha. Miał kogoś kto był dla niego na wyłączność.
-Max ile masz lat?
-Nie długo skończę 7- odpowiedział dumnie - Jestem dużym chłopcem
-To prawda jesteś bardzo wysoki i mądry. Max musisz mi powiedzieć gdzie jest ten dom dziecka.
-Dlaczego?
-Maksiu widzisz muszę Cię tam zawieść.
-Nie! Błagam. Z Tobą jest mi tak dobrze. Proszę! Nie che tam iść. - Kinga nie chciała go tam zawozić, ale wiedziała, że musi. Na pewno wszyscy go już szukają. Najchętniej zabrała by go do domu, ale nie mogła tego uczynić.
-Max zrozum musimy tam jechać. Podaj mi adres.- chłopiec w końcu uległ. Kinga pojechała pod wskazany adres. Zapukała do drzwi. Młoda kobieta je otworzyła.
-Boże Max jesteś! Czemu uciekłeś?- dziecko nic nie odpowiedziało.
-Dzień dobry znalazłam Maxa.
-Tak dobrze. Dziękujemy. Max szybko na świetlice.
-Kinga? Dziękuje.
-Max nie ma za co.
-Jest.- chłopczyk ją przytulił- Dziękuje za lody- Kinga uśmiechnęła się- Odwiedzisz mnie? Kiedykolwiek?
-Oczywiście, że tak. Obiecuje.
-Mam nadzieje.
-Max dosyć tego! Szybko na górę- chłopczyk pomachał na dowiedzenia i pobiegł.- Dziękuje pani.
-Nie ma za co. Tylko proszę by pani była milsza dla niego.
-Proszę pani wie pani ile mamy takich dzieci? Im nie można pobłażać! Ten mały już owinął panią wokół palca! Do widzenia.
-Do widzenia.- Kinga była w szoku jak ta młoda dziewczyna się zachowała. Szybko udała się do domu.

-Kinga gdzie ty byłaś tyle czasu?
-Na mieście.- pocałowała męża na przywitanie.
-Tyle czasu? Co tam robiłaś? Czemu jesteś taka...smutna?
-Sven...- chciała powiedzieć mu, że spotkała chłopca, ale wiedziała, że mąż jej nie zrozumie będzie kazał przestać o nim myśleć- szukałam jakieś nowej kanapy do salonu bo tak jest jakaś...wytarta. Nie sądzisz?
-Wytarta? Była wymieniana pół roku temu!
-Te materiały teraz takie słabe. Pójdę się wykąpać.

Sven doskonale wiedział, że nie chodzi tu o kanapę czy inny mebel. Chciał się dowiedzieć co się dziś wydarzyło. Gdy Kinga położyła się obok niego od razy to wykorzystał:
-Skarbie powiedz mi gdzie byłaś? Tylko błagam Cię nie mów mi o kanapie czy inny meblu. Masz mówić tylko prawdę!
-Dobrze. Tylko nie bądź zły dobrze?
-Dobrze. Mów już!
-Dziś znalazłam małego chłopca.
-Jak to znalazłaś? Gdzie byli jego rodzice?
-On jest z domu dziecka.
-O nie! Kinga nie mów mi, że go gdzieś zabrałaś!
-Sven nie mogłam tak po prostu go zaprowadzić tam z powrotem. Zrozum on jest tak bardzo kochany. Obiecałam mu, że kiedyś go odwiedzę
-Kinga! Czy Ty nie wiesz, że dzieci szybko się przywiązują. Zrobisz mu tylko złudne nadzieje.
-Wiedziałam, że nie mogę Ci powiedzieć.
-No kochanie przepraszam, ale mamy inne problemy.
-ten chłopiec też ma problemy.
-Tak, ale to nie są nasze problemy.
-Sven! Jak tak możesz to mały chłopiec.
-Kinga obiecaj mi, że nie odwiedzisz go nigdy więcej.
-Nie mogę
-Dlaczego?
-Bo obiecałam mu, że na pewno go odwiedzę. A teraz dobranoc.



Sven dziś miał trening na późniejsza godzinę, więc mógł się spokojnie wyspać. Kinga nie mogła spać myśląc o chłopcu. Ubrała się szybko i ruszyła pod wczorajszy adres gdzie zostawiła Maxa.


------------------------------------------------------------------------

Hej :*
Myślicie, że Kinga będzie wstanie iść do chłopca?
Kochane bardzo liczę na wasze komentarze bardzo pomagają w dalszej pracy :)
Gorąco pozdrawiam i całuje :*

MAŁY MAX:
Prawda, że można się w nim zakochać?

STROJE KINGI: