wtorek, 29 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 9

Następnego dnia Kinga nadal nie mogła uwierzyć, że jej mąż zgodził się na adopcje. Wiedziała też ile czasu im to zajmie, ale była bardzo szczęśliwa. On w głębi duszy też był szczęśliwy w końcu uszczęśliwi dwie osoby. A on sam zawsze chciał mieć synka z którym będzie mógł podzielać pasje. Max właśnie taki jest. Uwielbia grać w piłkę. Gdy Sven jeszcze spał Kinga przygotowała śniadanie. Chciała odwdzięczyć się mu za te wszystkie tygodnie. Wiedziała, że Svenowi nie było łatwo przez ten czas kiedy ją wspierał. Gdy śniadanie było już podane na dół zeszedł piłkarz:
-Cześć- przywitał się
-Dzień dobry kochanie- dziewczyna pocałowała go namiętnie w usta
-Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie.
-Ostatnio nie byłam zbyt przyjemna dla Ciebie. Przepraszam.
-To prawda, ale nic się nie stało skarbie. Możemy zacząć jeść?
-Oczywiście.- uśmiechnęła się do niego i usiedli przy stole.

Po śniadaniu udali się do ośrodka adopcyjnego. Po pewnym czasie starsza kobieta poprosiła ich do pokoju:
-A więc państwo chcą adoptować Maxa?
-Tak- odpowiedziała Kinga.
-Na prawdę? Kompletnie tego nie rozumiem.- pomarszczyła brwi
-Przepraszam bardzo, ale czego tu pani nie rozumie?- Sven nie był zadowolony z takiego pytania, a Kinga złapała go za rękę by go uspokoić.
-Wie pan. Państwo są piękni, młodzi, bogaci i po co wam jakaś sierota?
-Po co? Czy Pani siebie słyszy?- krzyknął Sven
-Tak! I oczekuje odpowiedzi!
-Dobrze w takim razie pani odpowiem. Po to by móc zapewnić temu chłopcu normalną rodzinę, a  przede wszystkim miłość!
-Dobrze proszę wypełnić formularze i w tedy rozpatrzymy państwa zgłoszenie.- kobieta podała im plik kartek. Małżonkowie staranie je wypełnili i oddali kobiecie.
-Proszę Pani mam pytanie.- powiedziała Kinga
-Proszę?
-Czy możemy zobaczyć Maksia?
-Na razie nie. Trzeba wcześniej to uzgodnić. I proszę mu nic nie mówić o państwa planach. Dobrze?
-Oczywiście. Do widzenia.- Para wyszła z ośrodka.
-Co za baba! Czy tam wszystkie są takie okropne?!
-Sven trochę się pomęczymy a potem będziemy normalną rodziną.
-Wiem kochanie wiem. Teraz muszę iść na trening. Wrócisz sama?
-Tak.- ucałowała go. A Sven?
-Tak?
-Nie mów nikomu o naszych planach nie chce zapeszyć. Dobrze?
-Oczywiście słońce. Papa



Minął tydzień od wizyty w ośrodku. Kinga była już pewna, że nie mają szans na adopcje. Jednak Sven ciągle wierzył. Kinga i Sven byli na zakupach gdy telefon piłkarza zadzwonił:
-Witam ma na imię Lisa Meyer dzwonię z Ośrodka Adopcyjnego. Mam przyjemność z panem Svenem Benderem?
-Dzień dobry. Tak.
-Powiem krótko nie widzimy absolutnie żadnych zastrzeżeń by Max mógłbyś państwa synem.
-To świetnie bardzo się ciesze! A kiedy możemy go zabrać do domu.
-Widzę, że jest pan bardzo zadowolony, ale nie możemy tak od razu oddać Państwu chłopca. Najpierw musimy zobaczyć państwa dom. Następnie Max zamieszka z Wami przez pewien okres a potem gdy wszystko będzie w porządku to odbędzie się sprawa sądowa, ale to będzie tylko formalność.
-Rozumiem.- Sven nie co posmutniał
-Kiedy mogę państwa odwiedzić?
-A choć by dziś!
-Dziś już nie zdążę, ale jutro o 19. Może być ?
-Dobrze.
-W takim razie do zobaczenia.
-Sven z kim tyle gadałeś?- zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
-Kinguś możemy być rodzicami Maxa!
-Aaaa to cudownie- Sven wyjaśnił wszystko żonie. - To może przygotujemy pokój dla Maxa? Kupili byśmy łóżko, jakieś meble.
-Dobrze to chodźmy. 

Para położyła się bardzo późno spać ponieważ przygotowywali pokój dla chłopca.

                                                                    ***

Do drzwi zapukała kobieta. Sven poszedł otworzyć:
-Dobry wieczór
-Dobry wieczór zapraszamy do salonu.- ręką wskazał miejsce
-Nie dziękuje. Po prostu przejdziemy się po mieszkaniu i będę uciekać.- uśmiechnęła się i we trójkę zwiedzili mieszkanie.- Mieszkanie jest bardzo ładnie urządzone, a pokój dla Maxa świetny na pewno mu się spodoba. Proszę się nie martwić. Max nie długo będzie częścią Was.
-Dziękujemy pani- odpowiedziała Kinga
-Nie ma za co. Ja muszę już iść. Do widzenia.
-Do widzenia.

Kinga i Sven byli zadowoleni z takiego przebiegu sytuacji. Czuli, że już nie długo ich rodzina się powiększy.

----------------------------------------------------------------------

Cześć kochane :*
Mam wrażenie, że ten rozdział jest beznadziejny. W ogóle mi się nie podoba, ale nie miałam pomysłu na nic innego :(
Dodaje go dziś ponieważ wyjeżdżam i nie będę mogła dodać  go w czwartek :)
Obiecuje, że wszystkie rozdziały, które dodacie w tym czasie przeczytam po powrocie i skomentuje :)
Życzę udanej majówki!
Buziaki  Lena :*





STROJE KINGI:


czwartek, 24 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 8

Minęły cztery dni od ostatniej wizyty Kingi u Maxa. Dziewczyna namawiała męża by odwiedził z nią małego chłopca. Sven w końcu uległ żonie. Miał zjawić się w domu dziecka po treningu. Kinga cała w skowronka udała się tam z samego rana wcześniej uzgadniając to z jego opiekunką. Chłopiec był bardzo zdziwiony gdy ją zobaczył. Myślał już, że jej nie zobaczy, lecz się mylił. Cieszył się z tego spotkania. Razem poszli na boisko. Usiedli na murawie:
-Cieszę się, że przyszłaś.- powiedział wtulony w kobietę
-Uwierz mi, że ja też. Mam dla Ciebie niespodziankę.
-Jaką?
-Ktoś nas odwiedzi.
-Kto?
-Mój mąż.
-On też chce mnie poznać? Nie jest na Ciebie zły, że mnie odwiedzasz?- zapytał smutkiem w głosie
-Nie.- Kinga skłamała, ale nie chciała by mały był smutny- Idziemy pograć w piłkę?
-Jasne. Uwielbiam grać, ale tu nikt nie chce ze mną ćwiczyć. Chciałbym kiedyś iść na mecz Borussi Dortmund
-Na pewno kiedyś tam pójdziesz. Obiecuje, a teraz choć grać .

Sven wysiadł z samochodu. Otworzył nie pewnie furtkę podszedł bliżej. Zauważył małego chłopca i swoją żonę. Grali w piłkę. Oboje byli zadowoleni i uśmiechnięcie. Sven zrozumiał, że jego żona od śmierci córki po raz pierwszy jest tak bardzo zadowolona. Nie chciał im przeszkadzać zabawy, ale obiecał, że zjawi się. Mężczyzna podszedł do nich. Chłopiec go od razu zauważył:
-O boże nie! To Sven Bender! Nie wierze!- chłopiec nie mógł uwierzyć własnym oczom, że obok niego stoi sam Sven Bender- Pan się pomylił tak?- Kinga nie mogła pohamować śmiechu.
-Nie Max. To jest mój mąż. Sven to jest Max.
-Cześć mały- Sven podał dziecku rękę, a on odwzajemnił gest
-Dzień dobry. Kinga na prawdę jest to Twój mąż?
-Tak jestem jej mężem. Ale jestem troszkę zazdrosny o moją żonę.
-Dlaczego?- chłopiec się zdziwił
-Cały czas mówi tylko o tobie. Namieszałeś jej w głowie- chłopczyk się troszkę speszył- Ej co jest? Idziemy pograć w piłkę?
-Na prawdę chcesz ze mną pograć?- zapytał nie dowierzając
-No jasne, że tak. Tylko jestem po treningu i musisz dać mi jakieś fory ok?
-Dobrze.

Kinga nie mogła się napatrzeć na taki obrazem. Sven biegał z Maxem po boisku. Chciałaby było tak zawsze. Wyobrażała sobie jak to będzie za jakiś czas. Ona będzie siedziała na tarasie pobijając zimny napój a oni biegając po trawię z piłką. Chłopcy zakończyli mecz i usiedli na murawie:
-Masz talent. Bardzo dobrze  grasz.
-Nie kłam- odpowiedział Max
-Sven nigdy nie kłamie. Na prawdę masz talent.
-Max jest już późno musisz wracać na świetlice- przyszła opiekunka.
-Ale..
-Max nie ma żadnego, ale szybko na górę. NIe będziesz tu rządzić.
-Czy mogłaby pani na niego nie krzyczeć! To jest dziecko!- powiedział Sven
-To niech pan na mnie nie podnosi głosu! Max na górę
-Cześć Kinga- chłopiec przytulił ją, a ona odwzajemniła gest- Do widzenia. Miło było mi Ciebie poznać.
-Mi Ciebie też Max

Kinga i Sven wrócili do domu:
-Dziękuje, że byłeś z nami dziś- Kinga przytuliła męża i pocałowała
-Max to na prawdę świetny chłopak.
-Mówiłam Ci. Sven... może byśmy postarali się o adopcje?- zapytała nie pewnie
-Kinga wiesz ile to jest załatwiania?
-Tak wiem, ale nie chce by on tam się wychowywał. Ta baba jest straszna. Krzyczy na niego za każdym razem. Sam widziałeś.
-Dobrze.
-Co dobrze?
-Zgadzam się, aby Maksiu był naszym synkiem.
-O Boże! Sven tak bardzo Cię kocham
-Ja Ciebie też i jego też zdążyłem.

------------------------------------------------------------------
Cześć dziewczyny :*
Mam nadzieje, że Wam się podoba ;)
Dużo z Was chciało by Sven dał się przekonać. Tak też zrobiłam :)
Gorąco Was pozdrawiam :*




sobota, 19 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 7

Dziewczyna siedziała w samochodzie. Nie wiedziała czy dobrze zrobi, gdy go odwiedzi. Cały czas w głowie miała słowa Svena. Wiedziała, że ma racje, ale też chciała odwiedzić Max. W końcu  mu to obiecała. Po chwili zastanowienia wyszła z samochodu i pewnym krokiem weszła na podwórze. Zobaczyła dzieci bawiące się na dworze. Lecz ona szukała jego-Maxa. Po jakimś czasie go zauważyła. Siedział samotnie na ławce. Ten widok jeszcze bardziej ją rozczulił. Ich spojrzenia się spotkały. Chłopiec od razu do niej pobiegła. Ona wzięła go na ręce.
-Maksiu- powiedziała czule tuląc go do siebie.
-Bałem się, że nie przyjdziesz.
-Obiecałam.
-Tak wiem, ale...Ktoś kiedyś też to obiecał i czekałam.
-Oj Max. - postawiła go na ziemie- Czemu z nikim się nie bawisz?
-Mówiłem Ci. Oni mi dokuczają. Nie chcą się ze mną bawić.- Kinga myślała, że Max mówił tak by zwrócić jej uwagę, lecz teraz wie, że mówił prawdę.
-Dobrze choć usiądziemy na ławce. Dobrze?- chłopiec bez wahania się zgodził.
-Kinga powiesz mi czy Ty masz dziecko?- To pytanie ją zraniło. Było jej smutno, ale widziała, że Max nie zrobił tego specjalnie.
-Nie. Moja córka nie żyje.
-A jak miała na imię?
-Julcia
-Miałem kiedyś koleżankę o tym imieniu. Nie ma jej już z nami . Została zaadoptowana. Od tej pory czuje się samotny i to bardzo.
-Max na pewno kiedyś będziesz miał taką koleżankę.
-Ja nie chce mieć koleżanki. Ja chce mieć rodziców. Tak jak ona.Szkoda, że Julka nie żyje byłabyś świetną mamą. Wiesz?
-Max dziękuje, ale...
-Tak wiem chcesz powiedzieć, że mnie nie weźmiesz do siebie.
-Max to nie tak.
-Przepraszam bardzo, ale kto pani pozwolił tu wejść?- zapytała ta samo kobieta co wczoraj
-Furta była otwarta. Ja przyszłam odwiedzić Maxa.- broniła się Kinga
-Max cały czas o panią pytał. Kiedyś tu też była taka jedna. Na obiecywała, a my musieliśmy się męczyć! Niech pani mu nie robi nadziej. Lepiej będzie jak pani już pójdzie.
-Max?
-Tak?
-Trzymaj się.- przytuliła go mocno i udała się do samochodu.


Kinga nie chciała jechać do domu, więc podjechała pod dom siostry. Kornelia bawiła się z Hubertem w salonie:
-Cześć- powiedziała przekraczając próg mieszkania- Ale tu już jesteś duży- przytuliła swojego chrześniaka.
-Jak się czujesz?- zapytała Kornelia
-Już lepiej. Dużo lepiej. Kornelia muszę Ci coś powiedzieć.
-No mów- Kinga opowiedziała wczorajsza i dzisiejszą historię. -Kinga Sven ma rację. Nie możesz przejmować się losem tego chłopca. To, że straciłaś dziecko to nie znaczy, że nie będziesz mogła ich mieć.
-Kornelia lekarz powiedział mi, że nie mam w ogóle szans na to, że będę matką.  A w ogóle to nie o to chodzi. Max jest tak bardzo słodki i kochany. Chciałabym się nim zając. On tak tego potrzebuje.
-Ty zwariowałaś?! Wiesz jaka to jest odpowiedzialność. Takie dzieci potrzebują, aż nadto opieki.
-On jest normalnym dzieckiem! Nie znasz go!
-Masz rację.Nie znam, ale wiem, że ty wkręciłaś się na dobre i raczę Ci już go nie odwiedzać.

Kinga wyszła z mieszkania siostry. Chciała jakiegoś wsparcia, ale nie miała go od nikogo. Udała się na stadion gdzie jej mąż miał jeszcze trening:
-Hej Marco. Czemu ty nie na murawie?- zapytała mijając go w holu
-Mały uraz- wskazał na kolano.-Może pójdziemy do szatni pogadamy bo chłopaki jeszcze ćwiczą.
-Jasne czemu nie?
-Sven mówił mi co Cię wczoraj spotkało.
-Na prawdę? Mówił Ci o Max?
-A więc tak ma na imię ten chłopak co skradł Ci serce- zaśmiał się Marco- Bardzo ładne imię. On się o Ciebie martwi. Boi się, że za bardzo się zaangażujesz.
-Marco wiem, ale...
-Kinga on też to wszystko przeżył bardzo mocno. Wiem ile łez wylał, ale chciał być silny ale Ciebie.
-Marco rozumiem na prawdę. Ale nie mogę pojąc czemu jest tak obojętny na nieszczęście tego chłopca? Gdyby go poznał od razu by się w nim zakochał.
-Tak jak Ty?
-Co?!
-Nie udawaj. Ty go już pokochałaś. Najchętniej byś go zabrała do domu i tuliła do snu.- dziewczyna popatrzyła na niego- Sven to wie. I dlatego tak bardzo się boi bo wie ile trzeba czasu i poświęceń by móc zaadoptować dziecko. -do szatni weszli chłopcy.
-Kinia? - zapytał Sven
-Cześć przyjechałam po Ciebie mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-No jasne, że nie. Poczekaj na mnie przed wejściem ok?
-Dobrze- KInga tak zrobiła. Gdy Sven się przebrał od razu do niej dołączył
-To gdzie tak rano poszłaś?
-Byłam u Maxa tylko nie bądź zły- popatrzyła na niego
-Kinga! Tłumaczyłem Ci...
-Tak wiem ja wszystko wiem. Sven proszę odwiedź my go...razem.
-Nie!
-Dlaczego?
-Po prostu nie.


-----------------------------------------------------------------------------
Witam Was w Wielką sobotę kochane :*
W Święta życzę Wam dużo radości,  miłości i spełnienia wszystkich marzeń ;)
Pozdrawiam serdecznie Lena :*

środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 6

Minęły trzy miesiące od śmierci Julci. Sven stara się odwrócić uwagę Kingi od tego co się stało. Kinga stara się zapomnieć o tym, lecz to nie jest proste od tak zapomnieć. Dziewczyna w pełni oddaje się pracy.
Gdy Sven poszedł na trening, a ona przeczytała wszystkie dokumenty dotyczące reklamy męża postanowiła wyjść na spacer. Szła ulicami Dortmundu. Nagle zatrzymała się. Zobaczyła małego chłopca, który stał samotnie na ulicy. Rozejrzała się dookoła czy nie ma gdzieś jego rodziców, babci czy może opiekunki. Niestety nikogo nie było. Nie chciała też przejść obok niego obojętnie tak jak setka innych ludzi krążąca po mieście. Podeszła bardzo powoli do chłopca:
-Cześć mam na imię Kinga.- podała mu rękę. Chłopczyk spojrzał na dziewczynę i po chwili odwzajemnił gest.
-Jestem Max
-Ślicznie- uśmiechnęła się do niego.-A gdzie są twoi rodzice? - chłopczyk spojrzał w dół- Zgubiłeś się? Tak?-Lecz on nic nie odpowiadał- Maksiu? Powiesz mi gdzie są Twoi rodzice?- Max spojrzał na nią
-Ja nie mam rodziców- Kinga nie wiedziała co powiedzieć w pierwszej chwili pomyślała, że rodzice nie żyją- Max bardzo mi przykro.A jest ktoś tu z tobą?
-Nie.- odpowiedział krótko
-To jak tu się znalazłeś?
-Uciekłem!
-Skąd?
-Z domu dziecka.- W tym momencie ją zatkało. Nie potrafiła zrozumieć jak można oddać dziecko do domu dziecka. Ona była wstanie oddać wszystko by móc mieć dziecko, a ktoś oddaje dziecko bez żadnych skrupułów.- Jesteś na mnie zła?
-Max..Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie chce tam być. Tam jest strasznie. Dzieci mi dokuczają.
-Mam pomysł pójdziemy na lody dobrze?- chłopiec uśmiechnął się i złapał Kingę za rękę. Ona nie była wstanie opisać tego jak teraz się czuła. Wciągu 5 minut znaleźli się w kawiarni- To jakie lody chcesz?- zapytała sadząc go na krześle.
-Hmm nie wiem tu jest tyle do wyboru nigdy nie mogłem wybrać.
-Dziś masz tą okazję.- uśmiechnęła się do niego
-Poproszę czekoladowe, waniliowe i truskawkowe,
-I bitą śmietanę. Dobrze?
-Jasne.

Chłopczyk był uśmiechnięty od ucha do ucha. Miał kogoś kto był dla niego na wyłączność.
-Max ile masz lat?
-Nie długo skończę 7- odpowiedział dumnie - Jestem dużym chłopcem
-To prawda jesteś bardzo wysoki i mądry. Max musisz mi powiedzieć gdzie jest ten dom dziecka.
-Dlaczego?
-Maksiu widzisz muszę Cię tam zawieść.
-Nie! Błagam. Z Tobą jest mi tak dobrze. Proszę! Nie che tam iść. - Kinga nie chciała go tam zawozić, ale wiedziała, że musi. Na pewno wszyscy go już szukają. Najchętniej zabrała by go do domu, ale nie mogła tego uczynić.
-Max zrozum musimy tam jechać. Podaj mi adres.- chłopiec w końcu uległ. Kinga pojechała pod wskazany adres. Zapukała do drzwi. Młoda kobieta je otworzyła.
-Boże Max jesteś! Czemu uciekłeś?- dziecko nic nie odpowiedziało.
-Dzień dobry znalazłam Maxa.
-Tak dobrze. Dziękujemy. Max szybko na świetlice.
-Kinga? Dziękuje.
-Max nie ma za co.
-Jest.- chłopczyk ją przytulił- Dziękuje za lody- Kinga uśmiechnęła się- Odwiedzisz mnie? Kiedykolwiek?
-Oczywiście, że tak. Obiecuje.
-Mam nadzieje.
-Max dosyć tego! Szybko na górę- chłopczyk pomachał na dowiedzenia i pobiegł.- Dziękuje pani.
-Nie ma za co. Tylko proszę by pani była milsza dla niego.
-Proszę pani wie pani ile mamy takich dzieci? Im nie można pobłażać! Ten mały już owinął panią wokół palca! Do widzenia.
-Do widzenia.- Kinga była w szoku jak ta młoda dziewczyna się zachowała. Szybko udała się do domu.

-Kinga gdzie ty byłaś tyle czasu?
-Na mieście.- pocałowała męża na przywitanie.
-Tyle czasu? Co tam robiłaś? Czemu jesteś taka...smutna?
-Sven...- chciała powiedzieć mu, że spotkała chłopca, ale wiedziała, że mąż jej nie zrozumie będzie kazał przestać o nim myśleć- szukałam jakieś nowej kanapy do salonu bo tak jest jakaś...wytarta. Nie sądzisz?
-Wytarta? Była wymieniana pół roku temu!
-Te materiały teraz takie słabe. Pójdę się wykąpać.

Sven doskonale wiedział, że nie chodzi tu o kanapę czy inny mebel. Chciał się dowiedzieć co się dziś wydarzyło. Gdy Kinga położyła się obok niego od razy to wykorzystał:
-Skarbie powiedz mi gdzie byłaś? Tylko błagam Cię nie mów mi o kanapie czy inny meblu. Masz mówić tylko prawdę!
-Dobrze. Tylko nie bądź zły dobrze?
-Dobrze. Mów już!
-Dziś znalazłam małego chłopca.
-Jak to znalazłaś? Gdzie byli jego rodzice?
-On jest z domu dziecka.
-O nie! Kinga nie mów mi, że go gdzieś zabrałaś!
-Sven nie mogłam tak po prostu go zaprowadzić tam z powrotem. Zrozum on jest tak bardzo kochany. Obiecałam mu, że kiedyś go odwiedzę
-Kinga! Czy Ty nie wiesz, że dzieci szybko się przywiązują. Zrobisz mu tylko złudne nadzieje.
-Wiedziałam, że nie mogę Ci powiedzieć.
-No kochanie przepraszam, ale mamy inne problemy.
-ten chłopiec też ma problemy.
-Tak, ale to nie są nasze problemy.
-Sven! Jak tak możesz to mały chłopiec.
-Kinga obiecaj mi, że nie odwiedzisz go nigdy więcej.
-Nie mogę
-Dlaczego?
-Bo obiecałam mu, że na pewno go odwiedzę. A teraz dobranoc.



Sven dziś miał trening na późniejsza godzinę, więc mógł się spokojnie wyspać. Kinga nie mogła spać myśląc o chłopcu. Ubrała się szybko i ruszyła pod wczorajszy adres gdzie zostawiła Maxa.


------------------------------------------------------------------------

Hej :*
Myślicie, że Kinga będzie wstanie iść do chłopca?
Kochane bardzo liczę na wasze komentarze bardzo pomagają w dalszej pracy :)
Gorąco pozdrawiam i całuje :*

MAŁY MAX:
Prawda, że można się w nim zakochać?

STROJE KINGI:


wtorek, 15 kwietnia 2014

Liebster Award



Bardzo dziękuje za nominacje do Liebster Award Alex.
Kochana jest mi bardzo miło :*

Pytania od  Alex:
1. Skąd pochodzisz ? 
Mieszkam pod Warszawą :)
2. Który z piłkarzy ma najładniejszą i najfajniejszą dziewczynę , narzeczoną , żonę ? 
Cristiano Ronaldo
3. W jaki niesamowity sposób chciałabyś spędzić swoje urodziny ? 
Na jachcie w towarzystwie mojej rodziny
4. Który ze stadionów jest najlepszy ?
Stadion Narodowy byłam trzy razy i mi sie bardzo podoba :D
5. Bez czego nie ruszysz się z domu ? 
Bez telefonu
6. Ile masz wzrostu ? 
176
7. Jak myślisz , Mario Goetze wróci jeszcze do Borussi ?
Sądzę, że nie ma takiej opcji :(
8. Jaka była twoja reakcja kiedy Borusia wygrała 3-0 z Bayernem ?
Od samego rana czułam, że wygrają, ale takiego wyniku się nie spodziewałam. Jestem mega szczęśliwa :D
9. Najprzystojniejszy piłkarz BVB to ... ? 
Łukasz Piszczek <3
10. Co robisz kiedy brakuje ci weny ? 
Powiem szczerze, że nic. Odpuszczam i czekam aż sama przyjdzie ;)
11. Ulubiona piosenka to ... ? 
Wally Lopez- you can't stop the beat

NOMINUJE:
1.http://this-could-be-paradisee.blogspot.com/
2.http://byleszczescie.blogspot.com/
3.http://echteliebebybvb.blogspot.com/


PYTANIA:
1. Jak masz na imię?
2.Ile lat?
3. Ulubiona książka?
4.Byłaś na jakimś meczu?
5.Kto jest Twoim ulubionym piłkarzem?
6.Ulubiony serial?
7.Widziałaś jakiego piłkarza?
8.Ulubione imię męskie i żeńskie?
9.Masz brata lub siostrę?
10.Do jakiego kraju chciałabyś wyjechać?

https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/t1.0-9/10173823_648438901893798_6439821030926812807_n.jpg

 https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/t1.0-9/995632_683239091697597_931498384_n.jpg

czwartek, 10 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 5

Sven czuwał przy łóżku żony całą noc trzymając ją za rękę. Kinga po sporej dawce prożków uspakajających udała się do krainy Morfeusza. Sven natomiast dał upust swoim emocją. Płakał jak małe dziecko z bezsilności jaka go spotkała. Nad ranem przebudziła się Kinga i spojrzała na męża. Chciała się uśmiechnąć na jego widok, lecz coś ją wewnętrznie hamowało.
-Nie śpisz już?- zapytał zaspany chłopak
-Już nie. Cieszę się, że tu byłeś, ale idź do domu. Wyśpij się w łóżku a nie na krześle.
- Sven chciał coś powiedzieć- żadnego ale proszę iść do domu.
-Na pewno?
-Tak. Jestem pewna.
-Dobrze będę u Ciebie jak najszybciej. Kocham Cię
-I ja Ciebie.


Kornelia z samego rana udała się do siostry. Gdy weszła do sali Kinga leżała na łóżku i płakała. Kornelia bez zbędnych słów przytuliła siostrę. Kinga w myślach dziękowała Bogu, że siostra o nic nie pyta. Siedziały w milczeniu przez dłużą chwilę.
-Kornelia czemu ona?-Dziewczyna nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Przecież sama nie wiem czemu tak się stało.
-Kinguś ja...ja sama nie wiem. Jest mi bardzo przykro.
-Mi też. Straciłam moją Julcie.

Kornelia wróciła do domu. Pierwsze co to poszła do synka i mocno go przytuliła. Ona od razu zaszłą w ciążę nigdy nie borykała się z takim problemem jak jej siostra. Ona właśnie w tym momencie to doceniła.
-Synku mamusia bardzo Cię kocha.- ucałowała synka
-Ja Ciebie też mamusiu.- chłopczyk odwzajemnił gest i pobiegł do swojego pokoju.
-Co z nią?- zapytał Łukasz
-Nie dobrze. Płaczę. A ja nie mogę jej pomóc w żaden sposób.
-Kochanie wiem, że dla Ciebie to też ciężkie, ale wszyscy razem przez to przejdziemy. Uśmiechnij się- Łukasz przytulił żonę.
-Boże Łukasz! Ja chyba powinnam zadzwonić do rodziców. Powiedzieć im o tym.
-Masz rację. Kinga na pewno nie będzie wstanie im tego powiedzieć. Zadzwoń do niech.- Kornelia wybrała numer do domu rodziców
-Cześć córcia. Właśnie miałam dzwonić do Kini. Co tam u niej? Jak ciąża?
-Mamo właśni ja dzwonię bo...bo Kinga jest w szpitalu.
-Już rodzi! Boże drogi!
-Mamo spokojnie. Kinga urodziła, ale dziecko nie przeżyło porodu.- powiedziała bardzo szybko
-Jak to? Kornelia co Ty mówisz!? Chcesz powiedzieć, że dziecko nie żyje?\
-Tak mamo.
-Co z Kinią?
-Przeżywa to bardzo. Chyba jesteś jej potrzebna jako matka. Mamo ja nie potrafię jej pomóc.
-Zarezerwuj nam bilet do Dortmundu jak najszybciej. Dobrze?
-Oczywiście mamo.


Kinga następnego dnia wyszła ze szpitala, lecz nie mogła spędzić go w domu. Dziś był pogrzeb ich dziecka. Dziewczyna pojechała z Svenem do domu. Wykąpała się włosy związała wysokiego kucyka i ubrała się w czarną kreacje. Na cmentarz jechali w milczeniu. Żadne z nich nie miało na tyle odwagi by powiedzieć cokolwiek. Na cmentarzu była cała drużyna BVB oraz trener, rodzice Kingi i Svena oczywiście nie mogło zabraknąć Korneli i Larsa.
-Córeczko jest mi bardzo przykro- podeszła do niej matka
-Mamo wiem. Nie musisz nic mówić. Przepraszam- wydusiła przez łzy
-Dziecko za co?
-Za to, że nie dam Ci wnuczka.
-Kinga! Nie mów tak. Kocham Cię córciu.- Kinga przytuliła się do matki.

Mała trumna została wpuszczona w dół, a następnie przykryta małą płytą. Na której widniał duży napis: JULCIA BENDER. Kinga i Sven nie mogli opanować łez. Ona widziała ciało córki na własne życzenie, które przez 8 miesięcy rosło w jej ciele. Przed oczami miała ten koszmarny widok, ale nie chciała go zapomnieć ponieważ widziała swoja Julcie. On z kolej nie widział dziecka, ale czuł się ojcem przez ten cały czas nie mógł się doczekać aż je przytuli. Niestety nigdy tego nie zrobi. Kinga chciała od razu jechać do domu. Matka chciała jechać z nią lecz ta potrzebowała przy swoim boku tylko męża. We dwójkę udali się do mieszkania. Do mieszkania w którym był pokój dla dziecka. Łóżeczko, wózek masa ubrań itp. Nogi zaprowadziły ją właśnie do tego pomieszczenia. Podeszła do łóżeczka i wyobrażała sobie, że gdyby jej córka żyła właśnie teraz wsadziła by ją do niego i obserwowała jak się do niej uśmiecha. Samotna łza poleciała po jej zimnym policzku.
-Kochanie nie płacz- Sven dotknął kciukiem jej policzka- Gdy płaczesz moje serce krwawi jeszcze bardziej.
-Przepraszam.- powiedziała cicho
-Nie ma za co. Za emocje się nie przeprasza myszko.Kinga?
-Tak?- spojrzała mu w oczy
-Wiem, że nigdy w życiu o tym nie zapomnijmy, ale zostaw te rzeczy. Nie musimy mieć tego pokoju. Spakujmy je i wynieśmy.
-Sven...ja nie dam rady.
-Ja to zrobię. Dobrze? Nie chciałem tego robić bez Twojej zgody, abyś nie pomyślała, że dla mnie to nic nie znaczy.
- Wiem, że znaczy to dla Ciebie dużo. - przytuliła go mocno.

Sven schował wszystkie rzeczy do piwnicy. Zamknął pokój na klucz i udał się do salonu, gdzie siedziała Kinga:
-Chyba, źle potraktowałam mamę ona specjalnie tu przyjechała, a ja...
-Kinga nic złego nie zrobiłaś. Po prostu chcieliśmy być sami. Każdy to zrozumiał.- Ktoś zapukał do drzwi. Sven wstał i poszedł otworzyć.
-Cześć brat. Ja wiem, że chcecie być sami, ale nie chce byście się zamartwiali. Mogę z Wami posiedzieć?
-Tak wejdź.- obaj udali się do salonu.- Mamy gościa.
-To nie gość tylko domownik-Kinga podeszła do Larsa i go przytuliła- Dziękujemy, że z nami byłeś i jesteś.-Chłopak się uśmiechnął.

-----------------------------------------------------------------------------------

Dziękuje za poprzednie komentarze jest mi bardzo miło :) 
Mam nadzieje, że ten rozdział Wam się spodoba ;)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :*



STRÓJ KINGI:


czwartek, 3 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 4

Kinga jest w 8 miesiącu ciąży wszystko idzie po ich myśli. Mają już wybrane imię dla córki, gotowy pokój z całą wyprawką. Tylko czekać na ten wspaniały dzień kiedy przyjdzie na świat ich wyczekane dziecko.
-Skarbie uciekam już na trening- podszedł do niej Sven- a Ty odpoczywaj i się nie przemęczaj.
-Jasne. Leć już. Kocham Cię
-Ja Ciebie też- krzyknął wychodząc Sven


Do Kingi przyjechała Kornelia:
-Cześć Kinguś jak się czujesz?
-Właśnie teraz nie za dobrze. Źle się czuje.
-A co Ci jest? Może pojedziemy do lekarza?
-Nie. Położę się i mi przejdzie. Przyniesiesz mi wody?
-Jasne.

Kornelia poszła po wodę gdy wróciła Kinga krzyczała i zwijała się z bólu.
-Boże Kinia! Dzwonię po pogotowie.- tak też zrobiła.

Karetka przyjechała po 20 minutach. Szybko zabrali ją do szpitala. Kornelia pojechała za karetką.
Sven wrócił do domu mieszanie było puste. Chłopak myślał, że żona wyszła na krótki spacer więc do niej zadzwonił. Telefon lecz był na stole w kuchni. Mężczyzna szybo się wystraszył i zadzwonił do Korneli:
-Kornelia. Wiesz gdzie jest Kinga?
-Tak.- odpowiedziała cicho.-Sven jesteśmy w szpitalu.
-Jak to? Co się stało?
-Kinga źle się czuła. Przyjeżdżaj szybko!


Sven i Łukasz szybko znaleźli się w szpitalu:
-Wiesz co z nią? Co z dzieckiem?- zapytał przerażony
-Jeszcze nie. Szybko ją zabrali. Ale na pewno będzie wszystko dobrze.- Kornelia chciała pocieszyć Svena lecz sama bardzo się bała.
-Na pewno będzie. Sven, nie martw się!- podszedł do niego Łukasz
-Pan jest mężem?- zapytał starszy doktor
-Tak ja.
-Z Pańską żoną jest jak na razie wszystko dobrze, lecz z dzieckiem no cóż...dziecku zanika puls. Jeżeli nic się nie zmieni będziemy musieli przyśpieszyć poród. A w tym okresie ciąży nie jest to wskazane.
-Boże.- Sven był załamany nie wiedział co powiedzieć Kindze. Ona tak bardzo kocha to dziecko. -Mogę do niej wejść?
-Tak proszę.- Sven wszedł do sali
-Skarbie jak się czujesz?
-Ja dobrze, ale co z naszym maleństwem? Rozmawiałeś z lekarzem prawda?
-Tak. Wszystko w porządku. Będzie dobrze mała.
-Nic nie ukrywasz przede mną? Czuje, że jest coś nie tak. Sven powiedz prawdę.
-Kochanie na prawdę jest ok.

Niestety nie było tak kolorowo i było trzeba przyśpieszyć poród. Kinga na sali nie mogła liczyć na pomoc męża czy siostry musiała sama dać radę.
-Kinga dasz radę!- dopingowała młodą kobietę starsza pielęgniarka. Po chwili czasu na świat przyszła córeczka Benderów.-Dziecko nie płaczę! Ona nie oddycha!
-Nie! Julcia błagam oddychaj!- krzyczała płacząc Kinga- Juleczka błagam. Tak bardzo Cię kocham.
-Niestety- powiedział doktor.
-Dajcie mi ją dajcie! Proszę.
-Ona nie żyje. Jest na bardzo przykro.
-To nie możliwe. Ja ją kocham! Julka!
-Proszę się uspokoić.
-Chcę ją zobaczyć!
-To nie jest dobry...
-Chcę! Mam do tego prawo!- lekarz pokazał ciało małej dziewczynki, a Kinga wybuchnęła płaczem.
W jej głowię było tysiąc myśli. Przecież tak bardzo chciała mieć dziecko. Tyle czasu starali się o dziecko, gdy w końcu mieli taką szanse to dziecko umarło. Dziewczyna nie rozumiała dlaczego ją spotkała taka kara.
-Panie Svenie?
-Tak?
-Dziecka nie dało się uratować. Żona nie jest w dobrym stanie psychicznym.- Sven usiadł na krześle i zakrył swoją twarz dłońmi. Nie wiedział jak teraz ma pomóc Kindze. Wiedział jak ważna dla niej była Julka.
-Łukasz co ja mam powiedzieć mojej siostrze.- Korneli wtuliła się do męża
-Kornelia nic nie mów. Daj jej czas.
-Jestem jej siostrą ona będzie mnie potrzebować!
-Na razie daj jej czas kochanie. - Sven nagle wstał z miejsca i udał się do żony. Jego oczy były wypełnione łzami, które z nadmiaru wyciekały na policzek.Kinga nie patrząc na męża powiedziała
-Zawiodłam Cię! Przepraszam- nie umiała spojrzeć mu w oczy
-Kinia co Ty mówisz?!- złapał ją za rękę- To nie Twoja wina!
-Moja! Gdybyś miał inną kobietę na pewno bawił byś już dzieci. A ze mną nie masz nic!
-Nie mów tak! Kocham Ciebie i tylko Ciebie nikogo innego. To nie Twoja wina. Uspokój się kochanie.
-Sven...Czemu nas to spotkało? Czemu nasz Julcia ?- Sven przytulił żonę
-Nie wiem kochanie. Nie wiem.

-----------------------------------------------------------------------

Cześć dziewczyny jest mi miło że pod poprzednim rozdziale znalazły się 3 komentarze. Jest to bardzo miłe.  Dziękuję Wam bardzo :*