Samego rano usłyszałam dzwonek do drzwi i schodziłam po schodach na dół:
-Cześć Max- powiedziała Kornelia wchodząc do mieszkania z Hubertem- jest mama?
-jestem- powiedziałam i podeszłam by się przywitać.- Coś się stało?
-Ty się pytasz? To chyba ja powinnam! Od wczoraj nie odbierasz telefonu! Martwiłam się!
-Przepraszam. Miałam wyłączony.- udałam się do kuchni- chcecie śniadanie?
-Tak. Nic nie jadłam. Przez Ciebie!- dodała oburzona
-Kornelia przepraszam, ale na prawdę miałam parę spraw na głowie. Jak chłopcy pójdą to Ci wszystko wyjaśnię. Dobra?
-Aha czyli miałam rację coś się stało?- wypytywała
-Błagam potem. Hubert zjesz naleśnika?
-Tak ciociu.
Po 10 minutach zrobiłam naleśniki i Sven z Maxem dosiedli się do stołu:
-Max pobawimy się?- zapytał Hubert
-Muszę iść do szkoły.
-Szkoda. Fajnie było jak byłeś u nas parę dni.
-O chyba Hubert prosi o rodzeństwo- zaśmiał się Sven
-Tak jasne. Już lecę. Z nim sobie czasami nie radzę.- powiedziała Kornelia
-Mamo, a może Hubert przyjedzie do nas w sobotę na noc? Tak jak mój kolega.
-Jasne czemu nie? W tedy się pobawicie.
-Dobra Max musimy już iść.- chłopcy się z nami pożegnali
-Możesz mi już powiedzieć?
-Kornelia jestem w ciąży.- moja siostra była bardzo zdziwiona
-Ale jak to? Przecież...
-Ja sama nie wiem czemu tak się stało, ale jestem. Lekarz powiedział, że może dlatego tak się stało, że psychicznie odpuściliśmy.
-Strasznie się cieszę- Kornelia mnie przytuliła- Który to tydzień?
-3 miesiąc.
-Jak to? I nic mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Dowiedziałam się przedwczoraj. Tak na prawdę przez to że trafiłam do szpitala.
-Boże Kinia co Ci było?
-Zemdlałam. Dobrze, że była ze mną Mia.
-Mia? Ty nadal masz z nią kontakt?
-Tak, a czemu miałabym z nią nie mieć kontaktu?
-Ona zrobiła wam krzywdę. Nie powinnaś się z nią zadawać.
-Kornelia nie bądź taka. Przecież ona nas pogodziła.
-Ale na początku was skłóciła.
-To była Nina. Posłuchaj lubię Mię. Jest fajną dziewczyną.
-Dobra jak chcesz. Tylko uważaj na nią. A nie miałaś żadnych objawów?
-Nie. To znaczy czasem było mi nie dobrze, ale nigdy bym nie pomyślała, że to ciąża. Kornelia a tak na prawdę to się cholernie boję!
-Kinia, ale czego?- przytuliła mnie
-Tego, że znów stracę moje dziecko. Nie wiem czy poradzę sobie.
-Kinga nie mów tak. Tym razem będzie wszystko dobrze. Zobaczysz.
SOBOTA:
Tak jak obiecaliśmy Maxowi dziś nocuje u niego Leo i Hubert. Rano pojechałam po Leo i Kuberta, a Sven udał się na trening bo jutro mają mecz. Najpierw pojechałam z chłopcami na kręgle, gdzie musiałam trochę pomagać Hubertowi unieść ciężką kule. Potem udaliśmy się do kina i na obiad gdzie dołączył do nas Sven. Razem pojechaliśmy na ścinkę wspinaczkową. Tam wszyscy mieliśmy sporo zabawy taka spora rodzinka na pewno nie mogłaby się nudzić. Ja z wiadomych względów mogłam obserwować poczynania chłopców tylko z dołu. . W domu Byliśmy o 19. Zrobiłam kolacje i zawołałam dzieci:
-Jak zjecie to pójdziecie się kąpać.
-Mamo a możemy spać w salonie? Chcieliśmy trochę pograć w FIFĘ.
-Możecie. Ja pójdę pościelić łóżko.
Gdy to zrobiłam. Poszłam wykąpać Huberta i dołączyliśmy do Svena, Maxa i Leo:
-Teraz ja chcę - powiedział Hubert pokazując na pada.
-Proszę- podał mu Max.Chwilę popatrzyłam jak grają.
-Sven jak Hubert uśnie to przynieś go do nas nie chce by chłopcy go zagnietli- powiedziałam ciszej
-Max jest bardzo opiekuńczy- stwierdził mój mąż- ślicznie się nim zajmuje.
-Prawda. Bardzo się cieszę, ale mimo wszystko...
-Oczywiście kochanie Hubert będzie spał u Twego boku. Idź spać ja chwilę z nimi posiedzę.
Po 30 minutach Sven do mnie dołączył wraz z Hubertem, który smacznie spał.
-Chłopcy padli jak muchy. Dałaś im dziś tyle atrakcji.
-To bardzo dobrze, ale sądzę ze jutro po meczu będą większej euforii radości.
Dziś samego rana zostałam sama z dziećmi bo Sven przecież miał mecz. Po śniadaniu poszłam z nimi na spacer i plac zabaw. Wróciliśmy do domu wraz z Kornelią udałyśmy się na stadionie. Chłopcy dali niesamowity popis swoich emocji gdzie wygraliśmy 4:1. Sam wynik mówi o tym jak dzieci skakały z radości. Tym bardziej że Łukasz popisał się dwoma asystami.
4 DNI PÓŹNIEJ:
Gdy pomagałam Maxowi odrabiać lekcje zadzwonił dzwonek do drzwi:
- Cześć Lars- powiedziałam
-Jejku, ale Ty jesteś przebiegła. Nigdy nie mogę Cię nabrać. Ale chyba mogę liczyć na buziaka w policzek?
-na buziaka możesz-Pocałowałam go w policzek- fajnie że przyjechałeś. Max!
- Wujek.!
-Cześć kurde jak ty urosłeś. Tata mówił, że coraz lepiej grasz w piłkę. To prawda?
- Tak. Trener też mnie chwali.
-Super, ale musimy pogadać. Czemu nie widziałem Cię na moim meczu?
- No wiesz wujek ja przecież sam nie pojadę.
- Słuszna odpowiedź wiec z tym pytaniem wędrujemy do pięknej mamy. -Lars zwrócił się w moja stronę.
-Ja nie biorę w tym udziału.- broniłam się
-dobra dobra ty jak zawsze umiesz się wymagać. - zadzwonił dzwonek do drzwi- ja otworze.
- Cześć Sven jest Kinga? - po głosie poznałam, że to Mia
- Cześć tak jest. Wejdź.
- A jak ona się czuje?
-No dobrze a jak miała się czuć?- musiałam wkroczyć do akcji
- hej Mia fajnie ze wpadłaś. To nie jest Sven tylko jego brat bliźniak, Lars on lubi sobie ludzi powkręcać.
-Uf to dobrze bo już się bałam, że Sven zamienił się z kimś na rozum.
- No wiesz co- powiedziałam oburzony.
-Przepraszam. Tak w ogóle to jestem Mia. Miło mi poznać.
- A mi również - uśmiechnął się do niej.
-Cześć Lars już jesteś? -wszedł do domu Sven
- jestem w towarzystwie dwóch pięknych pan z czego jedna jest zajęta przez mojego brata. Powiedz czemu wybrałaś jego a nie mnie? - zapytał mnie
-Bo jestem fajniejszy- wtrącił Sven- musimy Ci z Kingą cos powiedzieć- aha czyli po to Sven go zaprosił. No dobra przecież kiedyś i tak się dowie. - Kinga jest w ciąży.
- Na prawdę? To cudownie. Bardzo się cieszę że wam się udało. - Lars przytulił mnie do siebie- głęboko w to wierzyłem kochana.
-------------------------------------------------------------
Cześć wszystkim.
Strasznie Przepraszam za błędy, ale pisalam o 23 wiec Proszę o wyrozumiałość.
Dziękuję wszystkim którzy to czytają ;)
Pozdrawiam ;*
Stroje Kingi :
Stój Mii :




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz