piątek, 9 maja 2014

ROZDZIAŁ 10

To właśnie był ten dzień. Po długich i żmudnych rozmowach z psychologiem. Max miał dziś wieczorem trafić do domu państwa Bender. Małżeństwo było w siódmym niebie. Kinga samego rana pojechała podpisać parę dokumentów dotyczących reklamy męża. Sven natomiast udał się na poranny trening:
-Ej Sven!- krzyczał Marco wysiadając z samochodu, który mieścił się pod stadionem.
-Cześć
-Jaki Ty dziś zadowolony! Co się stało?
-No dobra teraz chyba mogę Ci powiedzieć, a więc Max dziś wieczorem zamieszka z nami.
-Kurde jak to?! Zaadoptowaliście go?
-Tak to znaczy zamieszka z nami, a potem odbędzie się sprawa w sądzie o całkowitą opiekę.
-Sven to świetnie. Kinga na pewno się cieszy.
-Tak to prawda. Z resztą ja też.
-Hej chłopaki- przywitał ich Łukasz- Czemu nie idziecie?
-Łuki, Sven będzie ojcem
-Na prawdę? Czy to nie za wcześnie? Kinga bardzo przeżyła śmierć Julci.
-Kinga nie jest w ciąży- wyjaśnił Sven- zaadoptowaliśmy Maxa
-Maxa? Kto to jest? A czekaj to ten chłopiec? Kornelia coś mi mówiła, że Kinga odwiedzała dziecko w domu dziecka.
-Tak to właśnie Max.
-Bardzo się cieszę- powiedział Polak- Może zrobimy mu jakieś przywitanie u Was w domu?
-Łukasz to świetny pomysł. O której go zabieracie?- zapytał Marco
-O 20 będziemy w domu

Kinga po załatwieniu wszystkich spraw pojechała do siostry. Od ostatniej wizyty w ogóle się nie widziały. Dziewczyna była zła na Kornelie za jej zachowanie. Zapukała dwu krotnie do drzwi lecz nikt jej nie otworzył. Kobieta wyszła z podwórka i otworzyła samochód:
-Kinga!- zawołał ją znajomy głos - Poczekaj!
-Cześć.- powiedziała nie pewnie- Przyjechałam...
-Mam nadzieję, że do mnie a nie Łukasza- roześmiała się Kornelia
-Tak do Ciebie.
-To chodźmy. - dziewczyny weszły do mieszkania- Ja rozpakuje zakupy, a Ty mogłabyś rozebrać Huberta?
-Jasne.

Gdy Kornelia wypakowała rzeczy udała się do salonu:
-Kinga ja chciałam Cię przeprosić. Tak w ogóle to bardzo się cieszę, że tu przyjechałaś. Bardzo się za Tobą stęskniłam.Wiem, że nie powinnam oceniać tego chłopca. Jest mi bardzo wstyd za moje zachowanie.
-Kornelia, ja i Sven adoptujemy Maksia. Dziś wieczorem będzie u nas w domu.
-Na prawdę? Kurcze nie wiem co powiedzieć. Po prostu gratuluje. Mam nadzieje, że będziecie szczęśliwi.
-Już jesteśmy.


                                                                           ****

Kinga i Sven udali się do Domu Dziecka. Chwilę porozmawiali z jego opiekunką i mogli zabrać do z tego miejsca:
-Maksiu!- zawołała Kinga, a chłopiec wpadł w jej ramiona- Spakowałeś się?
-Tak.
-To choć! Jedziemy do naszego domu- Sven wziął jego torbę, a Kinga złapała chłopca za rękę.

Gdy Max był bezpiecznie zapięty w pasy ruszyli pod dom. Po 20 minutach otworzyli drzwi do mieszkania:
-NIESPODZIANKA!- wykrzyczeli wszyscy w mieszkaniu: Łukasz, Kornelia, Marco, Lars oraz rodzice Svena
-O Boże!- z niedowierzania krzyknął chłopiec
-Witamy w domu Maksiu- podszedł do niego Marco- Jestem Marco
-Nie musisz mi mówić. Jesteś świetny na boisku!
- Miło mi to słyszeć.
-Cześć jestem Kornelia, siostra Twojej mamy.To mój synek Hubert- wskazała na chłopca leżącego w wózku- A to mój mąż Łukasz.
-Jejku ciociu to Twój mąż? Nie mogę.
-Sven jesteś cudowny. Dziękuje, że zrobiłeś mu taką niespodziankę- pocałowała męża
-To nie ja. Łukasz z Marco wszystko wymyślili.

Wszyscy byli pozytywnie oczarowani Maxem. Lars postanowił nawet zanocować u państwa Bender.
-Fajny z Ciebie chłopak- powiedział Lars siadając obok małego chłopca- Przyjdziesz kiedyś do mnie na mecz?
-Jasne że tak- uśmiechnął się
- Ale jutro Maksiu idziesz ze mną i Kingą na trening
-Tato na prawdę? Zabierzesz mnie?- chłopiec pierwszy raz do niego tak powiedział. Sven był bardzo wzruszony tym faktem. Wziął chłopca na kolana i mocno go przytulił
-Tak synku.   


--------------------------------------------------------------------------------------

Wiem, że to drugi beznadziejny rozdział :(
Bardzo Was przepraszam.
Proszę o komentarze nawet te złe. One dają masę motywacji :)
Pozdrawiam Lena :)



STRÓJ KINGI:



STRÓJ KORNELI: